Polityka zagraniczna Niemiec w 2026 roku. Dotrzymać kroku
1 stycznia 2026
Historyk i politolog Herfried Münkler podsumował niedawno podstawowy problem polityki zagranicznej niemieckiego rządu: – Liberalny idealizm porządku międzynarodowego opartego na zasadach okazał się iluzją – powiedział.
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ubolewa, że porządek oparty na zasadach jest dziś kwestionowany nie tylko przez autorytarne systemy polityczne. – To, niestety, dotyczy także Ameryki – powiedział Merz, mając na myśli prezydenta USA Donalda Trumpa. Najnowszy dokument strategiczny USA, zawierający ostrą krytykę europejskich sojuszników i UE, tylko potwierdził to wrażenie.
USA żegnają się z Europą
Największą obawą w kręgach niemieckich polityków i wojskowych jest to, że USA odłączają się od Europy w kwestiach bezpieczeństwa. Wydaje się, że proces ten jest już w toku. Na początku grudnia 2025 roku generał Christian Freuding, jeden z najwyższych rangą niemieckich wojskowych, powiedział w wywiadzie dla amerykańskiego magazynu „The Atlantic”, że bezpośredni kontakt z jego amerykańskimi rozmówcami „jest odcięty”.
Dawniej bezpośrednia wymiana była możliwa „dniem i nocą”. Utrata szybkich kanałów komunikacji to dla niego „sygnał alarmowy”, zwłaszcza w kontekście ewentualnego rosyjskiego ataku na wschodnie państwa NATO.
Europejczycy odczuwają odwrót USA szczególnie w sprawie Ukrainy. Trump naciska na pokój, który w dużej mierze odpowiadałby żądaniom przywódcy Rosji Władimira Putina.
Henning Hoff z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (DGAP) mówi DW: – Jeśli dojdzie do tego, że Amerykanie jakoś się wycofają, presja na Europejczyków, by byli zdolni do działania i stworzyli silną przeciwwagę, jeszcze wzrośnie.
Kanclerz Niemiec stara się – wraz z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem – przeciwdziałać malejącemu wsparciu USA. – Nikt nie powinien wątpić w nasze wsparcie dla Ukrainy – powiedział Merz podczas jednego ze spotkań trójstronnych w Londynie na początku grudnia. Jednak wszyscy trzej przywódcy zmagają się z napiętymi budżetami, presją wewnętrzną ze strony prawicy i malejącym poparciem społecznym dla Ukrainy.
W Chinach Niemcy petentem
W relacjach z Chinami Niemcy starają się obecnie naprawić zniszczone zaufanie. Minister spraw zagranicznych Johann Wadephul jesienią odwołał w ostatniej chwili wizytę w Chinach, gdy okazało się, że strona chińska nie zaoferuje mu żadnych ważnych rozmówców poza jego odpowiednikiem.
Jego krytyka „coraz bardziej agresywnego zachowania” w Cieśninie Tajwańskiej oraz na Morzu Wschodnio- i Południowochińskim wywołała w Pekinie gwałtowną reakcję. Wadephul nadrobił wizytę w grudniu, a wcześniej wicekanclerz Lars Klingbeil próbował w Pekinie złagodzić napięcia.
Chiny są bowiem dla Niemiec zbyt ważnym partnerem handlowym, by utknąć w konfrontacji. Zwłaszcza monopol Chin na metale ziem rzadkich sprawia, że niemiecki przemysł jest bardzo zależny od chińskich dostaw. Układ sił uległ przesunięciu – wyjaśnia Henning Hoff. – Chińczycy bardzo skutecznie stają się liderami w wielu obszarach technologii i zajmują miejsca, które tradycyjnie należały do niemieckiego przemysłu. W takiej sytuacji Niemcy przestają być aż tak ważne – mówi.
Na początek 2026 roku planowana jest w końcu wizyta kanclerza Merza w Chinach.
Krytyczna solidarność z Izraelem
– Przybywam jako przyjaciel Izraela, który wie, że przyjaźń między Niemcami a Izraelem jest nieskończenie bezcenna i wartościowa – powiedział Merz podczas grudniowej wizyty w Izraelu. Ciepłe słowa nie były dla premiera Beniamina Netanjahu czymś oczywistym.
W sierpniu 2025 roku Merz wstrzymał dostawy broni do Izraela, która mogłyby być użyta w Strefie Gazy. W listopadzie zniósł embargo, torując drogę do swojej wizyty.
Twarde działania militarne Izraela w Strefie Gazy w odpowiedzi na atak terrorystyczny islamistycznego Hamasu w październiku 2023 roku postawiły niemiecki rząd „przed kilkoma dylematami” – jak powiedział Merz w obecności Netanjahu. Berlin chce gwarantować bezpieczeństwo Izraela, także z poczucia odpowiedzialności za Holokaust, ale krytykować tam, gdzie uznaje to za konieczne.
W kilku kwestiach oba rządy pozostają w ostrym sporze, np. gdy strona niemiecka podtrzymuje jako cel rozwiązanie dwupaństwowe – aby w przyszłości obok państwa izraelskiego istniało państwo palestyńskie. – Celem państwa palestyńskiego jest zniszczenie jedynego państwa żydowskiego – powiedział Netanjahu.
Zaproszenia do Niemiec Netanjahu nie otrzymał, ponieważ ciąży na nim nakaz aresztowania Międzynarodowego Trybunału Karnego, a rząd Niemiec musiałby go zatrzymać. Berlin chce uniknąć sytuacji, „w której musiałby powiedzieć, że z powodów dyplomatycznych nie możemy pana Netanjahu aresztować, nie chcemy tego, ale nie chcemy też podważać autorytetu Trybunału” – mówi w wywiadzie dla DW Hans-Jakob Schindler, ekspert ds. Bliskiego Wschodu i szef międzynarodowej organizacji Counter Extremism Project
Jako mediator w konflikcie bliskowschodnim rząd Niemiec, podobnie jak cała UE, w dużej mierze odpada – mówi Schindler. – Jest jasne, że zarówno Palestyńczycy, jak i Izraelczycy patrzą na Waszyngton jako głównego mediatora, a nie na Europę – mówi ekspert. Jego zdaniem Europa odegra ważną rolę w odbudowie Strefy Gazy i pomocy humanitarnej, „ale jako główny mediator Europa w dużej mierze sama wycofała się w ostatnim dziesięcioleciu”.
Merz – „kanclerz spraw zagranicznych”
Kanclerz Friedrich Merz od początku postawił na politykę zagraniczną. Z powodu licznych podróży zagranicznych bywał żartobliwie nazywany „kanclerzem spraw zagranicznych”. – Ogólnie można mówić o pewnym ożywieniu – podsumowuje Henning Hoff z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej. – Ale polityka zagraniczna Berlina jest wciąż zbyt powolna, by reagować na nową sytuację światową – dodaje.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Niemiec ma zostać zreformowane, a w nowym roku komisja zajmie się m.in. kwestią zależności od Chin. – To wszystko jest dobre, ale przychodzi dwa, trzy, cztery, pięć lat za późno. Jeśli nie uda się nadać temu większego tempa, będzie ciężko – ocenia Henning Hoff.