1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW
PanoramaNiemcy

Polka pastorką w Niemczech. Święta pełne radości i pracy

24 grudnia 2025

To trzecie Boże Narodzenie Darii Szkudlińskiej jako pastorki parafii ewangelickiej w Penkun. Dzisiaj młodej poznanianki nie trzeba tu już nikomu przedstawiać, ale na początku budziła wśród wiernych niemałe zdziwienie.

Daria Szkudlińska, pastorka w kościele w Penkun stoi przy wieńcu adwentowym
Daria Szkudlińska jest pierwszą pastorką z Polski w niemieckim PenkunZdjęcie: Wiktor Szkudliński

Dla Darii Szkudlińskiej, pastorki z Penkun, niewielkiej miejscowości w Meklemburgii-Pomorzu Przednim niedaleko granicy z Polską, Wigilia to dzień wyjątkowo pracowity. Tego dnia nabożeństwa odprawić musi w czterech kościołach; pierwsze już o godzinie 13:00, ostatnie – trochę przypominające polską pasterkę – o godz. 22:00. Na co dzień pastorce podlega sześć okolicznych kościołów, ale w Wigilię w dwóch z nich nabożeństwa odprawią mający odpowiednie uprawnienia pomocnicy.

Świąteczna atmosfera w parafii na dobre zaczyna się już z początkiem adwentu. W kościele pojawiają się choinki, lampki, śpiewane są kolędy – nie do końca zgodnie z tradycją, która mówi, że powinno się je śpiewać dopiero po Wigilii. – Tak naprawdę cały grudzień u nas to jedno wielkie świętowanie: grzane wino, ciasteczka, pierniczki, koncerty – wylicza pastorka. – Każda wieś, każdy kościół mają swoje spotkania świąteczne. Czasem mam problem, żeby wszędzie zdążyć się pojawić.

Spełnione marzenie

Wybór takiej drogi zawodowej nie był dla Darii Szkudlińskiej przypadkiem. – Jako nastolatka mówiłam, że zostanę pastorką. Ale tak naprawdę nie wiedziałam, na czym polega ta praca – wspomina.

– Nie wiem też, czy zdecydowałabym się na tę drogę ponownie, wiedząc, czym będę się musiała zajmować. Nawet 80 procent tego, co robimy, to administracja i sprawy związane z utrzymaniem leciwych już budynków. Zawsze coś się zepsuje, coś czeka na naprawę.

Świętowanie zaczyna się już na początku adwentu - mówi Daria SzkudlińskaZdjęcie: Monika Stefanek/DW

32-letnia obecnie Daria Szkudlińska pastorką jest od 2023 roku. To wtedy odbyła się jej ordynacja, czyli wprowadzenie w urząd. Do Niemiec poznanianka wyjechała zaraz po maturze w 2012 roku. Rok później – po kursie niemieckiego – rozpoczęła studia teologiczne.

– W Niemczech studia te są bardzo rozbudowane, można studiować w różnych miejscach. Całość kończy się egzaminem. Właściwie cały ostatni rok trwają egzaminy – opowiada Daria Szkudlińska. – Studia zaczęłam w Greifswaldzie, potem byłam na wymianie w Tybindze, studiowałam też w Lipsku, a na koniec w Kilonii.

Praktyczna nauka zawodu

Po studiach przyszedł czas na wikariat, przy czym w Niemczech jest to raczej praktyczna nauka zawodu. Polega na pracy w parafii i jednoczesnym uczestniczeniu w praktycznych kursach np. duszpasterstwa czy prowadzenia nabożeństw. – Na studiach jest głównie teoria, ale z praktyką nie ma to zbyt wiele wspólnego – przyznaje pastorka. – Dopiero podczas wikariatu uczymy się, jak prowadzić pogrzeb, udzielać ślubu czy prowadzić rozmowy duszpasterskie w szpitalu.

W poznańskim domu rodzinnym obecnej pani pastor funkcjonowały obie wiary: katolicka – ze strony taty i ewangelicka ze strony mamy. – Jako dziecko chodziłam do kościoła katolickiego, przystąpiłam nawet do pierwszej komunii świętej – wspomina. Zmiana przyszła wraz z wiekiem. –  Będąc nastolatką wolałam spotkania w kościele ewangelickim – było tam bardziej kameralnie. Dużo się wtedy zastanawiałam nad kwestiami wiary, nad tym co jest dla mnie ważne, jak chciałabym żyć. W Kościele ewangelickim znalazłam to, co bardziej odpowiadało mojemu typowi duchowości – opowiada.

Niewielkie Penkun położone jest niedaleko granicy z PolskąZdjęcie: picture-alliance/dpa/K. Prinz

Równość i transparentność

Wśród rzeczy, które ujęły poznaniankę w Kościele ewangelickim jest m.in. podejście do kobiet: - Każdy jest tu traktowany na równi. Poza tym wszystko ma tu bardziej demokratyczny charakter, jest bardziej transparentne. Myślę, że lepiej pasuje to do tego, w jaki sposób ja sama żyję, ale też do współczesności.

Do parafii w Penkun Daria Szkudlińska trafiła po rozmowie rekrutacyjnej. – Słyszałam, że ta parafia jest akurat „wolna” – opowiada. Wybór na tę miejscowość padł przede wszystkim ze względu na bliskość Polski. – Wcześniej, przed przeprowadzką nigdy tu nie byłam, ale obejrzałam sobie wszystko na mapach Google i wiedziałam już, jak blisko stąd jest granica.

Bliskość miasta i kino bez dubbingu

Położenie Penkun okazało się atutem także dla męża Darii Szkudlińskiej, który pracuje w oddalonym o około 30 km Szczecinie. – Gdyby nie Szczecin, to myślę, że bym się tutaj nie przeprowadziła. Przez większość życia mieszkałam w mieście, a tu panuje raczej wiejski klimat. Dobrze mieć miasto w sąsiedztwie. Można coś załatwić albo pójść do kina na film bez niemieckiego dubingu, za którym z mężem nie przepadamy – opowiada ze śmiechem.

Z bliskości Szczecina korzysta wielu mieszkańców przygranicznych miejscowości po niemieckiej stronieZdjęcie: Piotr Borkowski/imago images

Z polskiego sąsiedztwa równie chętnie korzysta miejscowa ludność. Dla liczącego 1700 mieszkańców Penkun najbliższym dużym miastem jest właśnie Szczecin. Mieszkańcy jeżdżą tam na zakupy, korzystają z usług. Dużą popularnością cieszył się niedawny parafialny wyjazd na bożonarodzeniowy jarmark w Szczecinie. Polsko-niemiecka codzienność nikogo z resztą tutaj nie dziwi; po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku na przygraniczne tereny po niemieckiej stronie granicy przeprowadziło się wielu Polaków, także do Penkun i w jego okolice.

Polka, kobieta – w dodatku młoda

Być może z tego powodu pochodzenie nowej pani pastor nie budziło wśród parafian wielkiego zdziwienia. Zaskoczeniem nie był też fakt, że stanowisko objęła kobieta. – Ale że młoda, to już tak! – śmieje się Daria Szkudlińska.

– Ludzie myślą, że pastorzy to panowie po 60-tce, z siwymi włosami. Teraz już mnie kojarzą, wiedzą, kim jestem. Ale na początku miałam bardzo wiele sytuacji, w których ludzie nie chcieli wierzyć, że jestem pastorką. Niektórzy myśleli, że jestem konfirmantką albo czyjąś wnuczką.

Pojawienie się młodej pastorki z Polski w Penkun wywołało wśród niektórych wiernych spore zdziwienieZdjęcie: Wiktor Szkudliński

Po objęciu swojej pierwszej parafii poznanianka musiała przystosować się do nowej rzeczywistości. Szybko widoczne stały się różnice między zachodem Niemiec, gdzie wcześniej mieszkała, a terenem byłej NRD, na których znajduje się jej obecna parafia. – Wcześniej miałam jeden kościół, w którym zapisanych były trzy tysiące wiernych. Tutaj mam sześć kościołów i niecałe sześciuset wiernych – mówi. – Mamy też zajęcia dla młodzieży z różnych parafii. Przychodzi na nie łącznie jedenaścioro osób – i to jest bardzo dużo. W Elmshorn na północy Niemiec miałam trzydzieścioro uczestników w jednym tylko roczniku. Wszystko ma tu inną skalę.

Dużo więcej pogrzebów niż chrztów

W niewielkim Penkun widać też inny problem wschodnich landów Niemiec: postępujące starzenie się społeczeństwa. Przez 2,5 roku pastorka ochrzciła troje dzieci. Pogrzebów w tym czasie odbyło się ponad trzydzieści.

Prognozy demograficzne dla tego rejonu Niemiec są jednak nieubłagane: liczba mieszkańców, a tym samym wiernych, będzie coraz bardziej malała.

– Dlatego tak bardzo lubię święta, bo wtedy nagle okazuje się, że można zapełnić kościół. Wigilia to jedyny dzień w roku, kiedy trzeba przyjść na nabożeństwo przynajmniej pół godziny wcześniej, żeby zająć dobre miejsce – śmieje się Daria Szkudlińska. – Przychodzą nawet ci, którzy na co dzień nie czują się związani z kościołem.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Generation Y: Dlaczego młodzi dokonują apostazji?

12:51

This browser does not support the video element.

Pomiń następną sekcję Dowiedz się więcej