1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Polska love serenade

Elżbieta Stasik3 stycznia 2008

Na zlecenie stacji telewizyjnej Arte powstała komedia „Polska love serenade”, zarazem praca dyplomowa Moniki Anny Wojtyłło, studentki Wyższej Szkoły Filmowej Poczdam-Babelsberg. Premiera filmu odbędzie się w styczniu.

Wjazd do filmowego miasteczka w Poczdamie-Babelsbergu - to tu mieści się szkoła filmowa
Wjazd do filmowego miasteczka w Poczdamie-Babelsbergu - to tu mieści się szkoła filmowaZdjęcie: dpa Zentralbild

Filmowa historia jest prosta – 23-letnia Anna, nieco zwariowana studentka z Berlina, jedzie do Polski, żeby dać sobie ukraść zdezelowany samochód. Z kolei 26-letni Max, drobnomieszczański, prawie świeżo upieczony prawnik z Hamburga na zlecenie rodziny ma rozeznać, czy da się odzyskać byłą posiadłość w Polsce. Traf chce, że nierówna para spotyka się w Wigilię Bożego Narodzenia, do tego w prowincjonalnym Lubomierzu, przynajmniej polskiemu widzowi znanego z kultowej komedii „Sami swoi”. Także „Serenada miłości” jest komedią, pełną stereotypów, suto zastawionych stołów i lejącej się litrami wódki, synonimu polskiej gościnności.

- Bo to jest Polska, jak ją znam. Pomysł wziął się po prostu z serca, nie wiem, jakoś może zawsze już był we mnie. O wigilię chodziło, akurat też była zima, więc może się zbliżały takie właśnie uczucia wigilijne - mówi pochodząca z Polski, ale wychowana w Hamburgu reżyserka, Monika Anna Wojtyłło.

Film jest pracą dyplomową Moniki. Powstał na zlecenie ARTE, które dofinansowało go 10 tysiącami euro, 17 tysięcy dołożyła rodzina i przyjaciele.

- Uważam, że przez takie filmy właśnie, taki film, który Monika zrobiła, bliżej Niemcom do Polski a Polakom do Niemiec, świetnia oprawa muzyczna, wspaniale dobrana obsada aktorska, naprawdę bardzo pozytywnie - mówi jedna ze sponsorek, Dorota Małyszczuk z Hamburga.

Filmowe prace społeczne

Niskobudżetowy film mógł powstać tylko dzięki tej prywatnej pomocy, także zaangażowaniu całej ekipy. Na liście „niepłac”, jak śmieje się filmowy sołtys, ojciec Moniki, Ryszard Wojtyłło, aktor filmowy i teatralny, znaleźli się tak znakomici aktorzy jak Bożena Baranowska, aktorka Teatru Polskiego we Wrocławiu czy Katharina Wackernagel, tegoroczna laureatka renomowanej niemieckiej nagrody filmowej Bambi.

- Myśmy to wszystko robili za darmo. Ten film w ogóle nie miałby szans powstania, gdyby nie to, że przyjaciele z Niemiec, rodzina z Polski i przyjaciele z Polski doszli do wniosku, że temat jest na tyle atrakcyjny i ważny w tej chwili, szczególnie teraz, że należy ten film robić - wyjaśnia Ryszard Wojtyłło.

Jak ważny to film, pokazała rzeczywistość, która szybko dogoniła filmową fikcję. Trzy miesiące po skończeniu zdjęć, w Lubomierzu pojawili się ... przybysze z Niemiec rozglądając się po poniemieckich budynkach.

Obecność historii

- Podczas tych 5 tygodni kręcenia filmu uświadomiłem sobie, jak bardzo obecna jest tam ciągle historia - mówi odtwórca roli Maxa Sebastian Schwarz, dla którego filmowa przygoda była pierwszym kontaktem z Polską - Najazd na Polskę w 1939 roku zniszczył bardzo dużo w stosunkach polsko-niemieckich i chociaż pamięć tego nie jest stale obecna, czuje się, że przepaść, istniejąca między niektórymi ludźmi, ciągle jeszcze jest do pokonania. Zarazem miałem okazję poznać Wrocław, Jelenią Górę i okolice, spotkałem fantastycznych ludzi. Wspaniałe przeżycie - dodaje aktor.


Także widzowie są porwani filmem. Aktor Leonard Lansing, znany niemieckiej publiczności z serialu kryminalnego Wilsberg obejrzał film na przedpremierowym pokazie.

- Fantastyczne, z takiej strony nie znałem Polski. Bardzo mi się podoba pomysł, jakby człowiek odkrywał nowe światy. Piękna historia - ocenia.

Premiera filmu Moniki Anny Wojtyłło odbędzie się na renomowanym festiwalu im. Maxa Ophülsa w Saarbrücken jeszcze w styczniu.