1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Prasa: „Macron i Merz tworzą sojusz nuklearny”

2 marca 2026

Niemiecka prasa komentuje zapowiedź rozbudowy francuskiego arsenału nuklearnego i stworzenia francusko-niemieckiej grupy sterującej ds. broni jądrowej.

Emmanuel Macron przemawia koło okrętu podwodnego
Prezydent Macron zapowiedział rozbudowę francuskiego arsenału nuklearnegoZdjęcie: Yoan Valat/AFP

Francja i Niemcy powołały grupę odstraszania nuklearnego – wynika ze wspólnego oświadczenia Friedricha MerzaEmmanuela Macrona, opublikowanego po przemówieniu prezydenta Francji, który zapowiedział, że jego kraj zwiększy liczbę głowic nuklearnych. 

Jak pisze magazyn „Der Spiegel”, Macron i Merz tworzą sojusz - „także jako odpowiedź na kryzys transatlantycki”. „Oznacza to jednak na razie tylko, że żołnierze Bundeswehry będą uczestniczyć we francuskich ćwiczeniach nuklearnych. Niemcy pomogą między innymi wzmocnić wspólną obronę powietrzną i ulepszyć system wczesnego ostrzegania przed atakami nuklearnymi. Najwyraźniej kanclerz Friedrich Merz nie chce w żadnym wypadku sprawiać wrażenia, że amerykański parasol atomowy jest zbędny” – czytamy.

Niemniej jednak, według „Spiegla”, fakt, że po przemówieniu Macrona nastąpiło wydanie wspólnego oświadczenia francusko-niemieckiego, jest już symbolicznym gestem.

Niemcy nie chcieli słuchać

„Macron ze swoimi pomysłami dotyczącymi europejskiej obrony już dawno poszedł dalej niż jego poprzednicy” – komentuje dziennik „Süddeutsche Zeitung”. Jak przypomina, także poprzednicy Macrona dawali do zrozumienia, że „istotne interesy” narodu mają również „wymiar europejski”, a więc granice kraju nie są granicami parasola ochronnego.

„Tylko że mało kto chciał to słyszeć, a już na pewno nie Niemcy. Niemcy czuli się dobrze pod parasolem atomowym USA, który im wystarczał” – czytamy w dzienniku, który dodaje, że Macron od dawna namawiał Europę do autonomii strategicznej, ale ani kanclerz Angela Merkel, ani kanclerz Olaf Scholz nie odpowiedzieli na propozycje rozmów ze strony Paryża. Dopiero Friedrich Merz postąpił inaczej.

Zakup losu od Francuzów ma sens, tylko czy się opłaci?

Regionalna gazeta „Südwest Presse” ocenia z kolei, że Emmanuel Macron ma rację, twierdząc, iż świat zasad legł w gruzach, dlatego zrozumiałe jest, że chce zwiększyć liczbę głowic atomowych swojego kraju.

„Jego postulat, że Europejczycy muszą ponownie być w stanie wziąć swój los w swoje ręce, jest słuszny. Decyzja o użyciu broni pozostaje jednak wyłącznie w gestii prezydenta Francji. Ochrona nuklearna zapewniana przez Amerykanów jest obecnie niezbędna dla Europy” – czytamy. Jednak, biorąc pod uwagę nieprzewidywalność prezydenta USA Donalda Trumpa, wydaje się, że los Europy w razie poważnego zagrożenia może okazać się niepewny. 

Zakup drugiego losu od Francuzów jest więc rozsądnym posunięciem. Nie ma jednak pewności, że się opłacił – konkluduje dziennik.

Merz w Waszyngtonie

Dziennik „Handelsblatt” odnosi się do rozpoczynającej się we wtorek, 3 marca, w Waszyngtonie wizyty kanclerza Friedricha Merza. 

„Kanclerz zdaje sobie sprawę z tego, że czeka go trudne zadanie. Dlatego już przed podróżą do Waszyngtonu dołożył wszelkich starań, aby złagodzić nastroje wojskowego przywódcy w Białym Domu. Merz wykazał się wyraźnym zrozumieniem dla ataków na Iran, wskazując przede wszystkim na zbrodnie irańskiego reżimu (...) i próbując (...) uniknąć oceny ataku w świetle prawa międzynarodowego” – pisze komentator „Handelsblatt”.

Jednak prawu międzynarodowemu grozi marginalizacja nie poprzez samo jego łamanie, ale raczej poprzez obojętną postawę i brak konsekwencji w obliczu naruszeń.

Kanclerz twierdzi, że „nie jest to odpowiedni moment, aby pouczać naszych partnerów i sojuszników”. Jest to jednak niczym innym, jak przyznaniem się do porażki w zakresie prawa międzynarodowego, niezależnie od tego, jak bardzo spin doktorzy w Urzędzie Kanclerskim chcą to przedstawić jako pragmatyczną realpolitik – komentuje dziennik.

„Trump tylko się roześmieje” 

Do tej kwestii odnosi się też portal T-online, zauważając, że Niemcy nie mogą brać udziału w operacji wojskowej, która jest sprzeczna z prawem.

„Jest bowiem oczywiste: Trump i premier Izraela Beniamin Netanjahu, atakując Iran, łamią prawo międzynarodowe” – zauważa. Jednak, według komentatora, rzeczywistość polityczna pokazuje również, że Niemcy mają niewielki wpływ polityczny na eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie.

„Trump prawdopodobnie tylko się roześmieje z krytyki lub pouczeń ze strony Berlina. Niemiecki rząd powinien zatem przede wszystkim zabiegać o europejską jedność w kwestii ewentualnej interwencji zbrojnej Francji i Wielkiej Brytanii – wraz z innymi państwami UE, które odrzucają europejski udział w wojnie” – czytamy.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!