Prasa: Polska nie jest już liderem wsparcia Ukrainy
8 lipca 2026
„Ktoś, kto śledzi polską politykę, może odnieść wrażenie, że Ukraina jest dziś głównym wrogiem Warszawy” – pisze w środę, 8 lipca, niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”). Jak wskazuje autor komentarza Stefan Locke, „niemal codziennie narodowo-konserwatywna partia PiS i skrajnie prawicowe ugrupowania domagają się, aby zaprzestać dostarczania Kijowowi pewnych rodzajów broni, odebrać ukraińskim uchodźcom w Polsce zasiłki albo zablokować przystąpienie tego kraju do Unii Europejskiej”.
„Te apele zbiegają się w polskiej Kancelarii Prezydenta, gdzie Karol Nawrocki, jako głowa państwa, celowo podsyca antyukraińskie nastroje. Rząd Donalda Tuska wprawdzie temu zaprzecza, ale i on odebrał pieniądze potrzebującym Ukraińcom, a nawet w jego szeregach pojawiają się wątpliwości co do przystąpienia Kijowa do UE i wstrzymuje się z dalszą pomocą finansową” – wylicza dziennikarz „FAZ”.
I pyta: „Jak do tego doszło?”. Przecież – przypomina – „Polska była jednym z najbardziej zagorzałych sojuszników Ukrainy nie tylko od czasu rosyjskiej inwazji w 2022 roku i słusznie była z tego dumna”.
Wystarczy iskra
Stefan Locke ocenia, że przyczyny należy szukać w polskiej polityce wewnętrznej. Celem prezydenta Karola Nawrockiego jest odsunięcie od władzy po wyborach w przyszłym roku rządu Donalda Tuska. „Jego najpopularniejszym narzędziem do tego jest obecnie Ukraina”, a jej prezydent, Wołodymyr Zełenski, jeszcze to ułatwia – czytamy.
Według niemieckiego dziennikarza w trudnej historii polsko-ukraińskiej „wystarczy iskra”, aby podejmowane od 1991 roku próby pojednania uszły z dymem. Jedną z takich iskier było – zdaniem autora – nadanie ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”. Fakt, że w Ukrainie jest wiele ulic i pomników upamiętniających dawnego przywódcę ukraińskich nacjonalistów Stepana Banderę i jego organizację, „przez długi czas nie przeszkadzał” Nawrockiemu – pisze Locke, przypominając wypowiedzi prezydenta z czasów, gdy stał na czele IPN. „Jako polityk Nawrocki twierdzi teraz coś zupełnie przeciwnego” – zauważa, opisując decyzję prezydenta o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Dodaje, że także z punktu widzenia Kijowa Polska ma „białe plamy” w kwestii historii relacji z Ukrainą.
„Aktualna walka o interpretację historii osłabia jednak oba kraje w obronie przed Rosją. Jak można było przewidzieć, Kreml pochwalił Nawrockiego za odebranie orderu. Ukraina, która już piąty rok stoi twardo wobec Moskwy, nabrała natomiast nowej pewności siebie i domaga się traktowania na równi. Polska, która często podchodzi do sąsiada paternalistycznie, musi się do tego dopiero przyzwyczaić” – ocenia dziennikarz „FAZ”.
„Kijów z kolei powinien zdawać sobie sprawę, że przez Polskę przechodzi znaczna część jego pomocy humanitarnej i zaopatrzenia. Oba kraje są od siebie zależne. Wzajemne pouczanie się o historii może przynosić tanie punkty w kampanii wyborczej. Nie przywróci to jednak zmarłych do życia, a obecnie, ku uciesze Moskwy, powoduje tylko jedno ogromne zniszczenie: osłabia zdolność obronną obu krajów i całej Europy” – konkluduje.
Pęknięcia pojawiły się już rok temu
O konsekwencjach historycznego sporu między Polską a Ukrainą pisze też „Die Welt”. Jak ocenia warszawski korespondent gazety Philipp Fritz, „polski rząd na nowo definiuje swoją rolę jako sojusznika Ukrainy: Warszawa nie stoi już w pierwszym rzędzie” pod względem pomocy zbrojeniowej. Wśród polskich partii polityczny widać nawet „rywalizację o to, który rząd w ostatnich latach udzielił Kijowowi mniejszego wsparcia” – pisze.
Fritz przypomina, że bezpośrednią przyczyną obecnego sporu na linii Kijów-Warszawa była decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”. „Ale ta historia sięga jeszcze dalej” – pisze niemiecki dziennikarz. Według niego „pęknięcia” pojawiły się już wiosną i latem ubiegłego roku, gdy Polsce coraz bardziej dało się zauważyć nastroje antyukraińskie. „Podobnie jak w innych krajach europejskich, chodziło o rzekomo preferencyjne traktowanie ukraińskich uchodźców oraz obawy związane z kosztami finansowymi. Obecny prezydent Nawrocki podchwycił te antyukraińskie nastroje już podczas kampanii wyborczej i je wzmocnił” – czytamy.
„Od tamtej pory atmosferę tę podsycają przede wszystkim narodowo-konserwatywna partia Prawo i Sprawiedliwość (PiS), która wspiera Nawrockiego, oraz partie jeszcze bardziej prawicowe. Liberalno-konserwatywny rząd Tuska nie przeciwstawia się temu wystarczająco zdecydowanie – z obawy, że straci poparcie w sondażach” – pisze „Die Welt”.
Niewielka pomoc zbrojeniowa Polski
Dziennikarz „Die Welt” zwraca też uwagę, że aktualnie Polska przekazuje Ukrainie niewielką pomoc zbrojeniową, co potwierdziły dane ujawnione niedawno przez ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza. W latach 2022-2023 Polska przekazała Ukrainie sprzęt o wartości 14,9 mld złotych, a od 2024 roku przekazano sprzęt o wartości 1,55 mld złotych, czyli około 350 mln euro.
„Z niemieckiej perspektywy ta zmiana w postawie Polski jest szczególnie godna uwagi. W końcu to właśnie polski rząd – do grudnia 2023 roku kierowany przez PiS – nieustannie naciskał na Berlin, by zrobił więcej dla Ukrainy. Polscy politycy ze złośliwością reagowali na początkowe, nieśmiałe dostawy z Niemiec” – przypomina Philipp Fritz. „A teraz?” – dopytuje.
Ukraińsko-polska politolog Oleksandra Iwaniuk ocenia, że „Polska nie jest już rzecznikiem Ukrainy w UE”, a „jeśli PiS wraz z radykałami wygra wybory parlamentarne, Polska zablokuje przystąpienie Ukrainy do UE”. W jej ocenie „Ukraina zupełnie źle oceniła Polskę”. „Władze w Kijowie myślały, że Polska i tak zawsze będzie po stronie Ukrainy, bo wspieranie Ukrainy leży w interesie Polski, a Polska jest tak krytyczna wobec Rosji” – mówi. I dodaje, że Ukraińcy nie wykazali zbytniego zrozumienia dla Polski, zabrakło gestów. Teraz Kijów musi znacznie więcej zainwestować w relacje z Warszawą.