1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW
Bezpieczeństwo żywnościowe

Ratowanie żywności ze śmietników. Niemcy zniosą kary?

14 stycznia 2023

Niemieccy politycy chcą zdekryminalizować pozyskiwanie produktów spożywczych ze śmietników supermarketów. Nie zmieni to jednak kluczowego problemu: ogromnej skali marnotrawienia żywności.

Studenci wyciągają warzywa ze śmietnika
Studenci wyciągają warzywa ze śmietnikaZdjęcie: Christiane Raatz/dpa/picture alliance

Zwiotczała sałata i kilka zbrązowiałych bananów. Być może ta skromna zdobycz, którą policjanci w Greifswaldzie znaleźli w plecaku Salome K., zostanie kiedyś wyeksponowana na wystawie w niemieckim Domu Historii. Pod eksponatem można by napisać: „W 2022 r., z powodu tej żywności, w Niemczech sądzono jedną z ostatnich osób za 'nurkowanie'”.

Zmiany szykują się dzięki inicjatywie ministra sprawiedliwości Marco Buschmanna (FDP) i ministra rolnictwa Cema Oezdemira (Zieloni). Politycy chcą, żeby tzw. „nurkowanie”, czyli wybieranie zdatnych do spożycia produktów spożywczych z kontenerów na śmieci należących do supermarketów, przestało być wkrótce karalne. Stawiają jednak warunki. Podczas pozyskiwania jedzenia nie może dojść do wtargnięcia na teren zakładu lub uszkodzenia mienia. „Każdy, kto ratuje jedzenie z pojemnika na śmieci, nie powinien być za to ścigany” – oznajmił Oezdemir.

We wspólnym piśmie do ministrów sprawiedliwości wszystkich niemieckich landów, ministrowie federalni zaapelowali o poparcie propozycji, z którą wyszedł Hamburg. Wybór adresatów jest nie przypadkowy, bo zmiana wytycznych dotyczących postępowań karnych i grzywien leży w gestii władz landowych. W 2019 r. podobna inicjatywa Hamburga została odrzucona podczas spotkania wszystkich landowych ministrów sprawiedliwości.

Branża spożywcza sceptyczna

Z pomysłu cieszy się na pewno sporo niemieckich studentów, którzy licząc się z każdym groszem, mogą „nurkowaniem” uzupełnić swoje pustawe lodówki. Mniej entuzjazmu przejawia Christian Boettcher, rzecznik prasowy Federalnego Związku Niemieckiego Handlu Spożywczego.

– Z naszego punktu widzenia prawnie nie ma potrzeby do żadnych działań – mówi w rozmowie z DW. – Już teraz prokuratury mogą umorzyć takie postępowanie z powodu znikomej szkodliwości, jeśli kosze są ogólnodostępne, czyli nie są zabezpieczone kłódką, ani nie znajdują się na terenach ogrodzonych. Proponowana przez obu ministrów zmiana przepisów jest zatem zbędna – uważa.

Christian Boettcher, rzecznik prasowy Federalnego Związku Niemieckiego Handlu SpożywczegoZdjęcie: BVLH/Andre Wagenzik

Paradoksalnie Boettcher wyraża podobne obawy, co wielu młodych ludzi, którzy wybierają jedzenie z kontenerów. Rzecznik związku zwraca uwagę na niewiarygodnie wysoki poziom marnowania jedzenia w Niemczech, gdzie co roku 11 mln ton odpadów spożywczych trafia do kosza. Tylko, że branża spożywcza uważa się za niesprawiedliwie szykanowaną. Handel odpowiada tylko za 7 proc. wyrzuconej żywności.

– Innymi słowy, tam, gdzie straty należą do najniższych, próbuje się przyczynić do ograniczenia marnowania żywności za pomocą rozwiązań prawnych, które dodatkowo dotyczą tylko wycinka zjawiska, jakim jet kwestia kontenerów na śmieci. To nie ma sensu. Ta inicjatywa nie wprowadza niczego, co miałoby wpływ na ograniczenie marnowania żywności.

Zmniejszyć ilość odpadów o połowę

Zgodnie z raportem ONZ Food Waste Index za 2021 r., Niemcy są niesławnym liderem w Europie, jeśli chodzi o marnowanie żywności przez prywatne gospodarstwa domowe. Tylko w Chinach, Indiach, USA i Japonii wyrzuca się jeszcze więcej jedzenia. Według ONZ na całym  świecie do koszów na śmieci trafia 931 mln ton żywności. Jednocześnie globalnie ponad 800 mln ludzi cierpi z powodu niedożywienia i głodu. W Czadzie, na Madagaskarze czy w Jemenie niemiecka debata na temat zjawiska „nurkowania” byłaby więc prawdopodobnie śledzona z niemałym zdziwieniem.

Dlatego nie bez powodu niemiecki rząd postawił sobie za cel zmniejszenie o połowę całkowitej ilości odpadów żywnościowych do 2030 r. M.in. więcej produktów ma trafiać do 960 banków żywności, które działają na terenie na Niemiec. Pierwsze miejsce tego typu powstało 30 lat temu. Dziś banki żywności, nazywane od nazwyorganizacji „Tafel”, to największe krajowe przedsięwzięcie z dziedziny ekonomii społecznej, którego celem jest jednoczesne ratowanie żywności i pomoc ubogim. Wszystkie banki żywności współpracują ze sklepami spożywczymi, które oddają produkty nie nadające się do sprzedaży, np. chleb, który jest już za twardy, lub poobijane owoce, czy warzywa.

– Nasi członkowie przekazują bankom żywności ok. 75 do 80 tys. ton żywności rocznie. Produkty przekazujemy jednak tylko wtedy, gdy są one bezpieczne, tzn. gdy nie stanowią zagrożenia dla zdrowia – tłumaczy Christian Boettcher. Ochrona konsumentów to jeden z powodów, dla którego wiele żywności z supermarketów nie trafia do banków żywności, lecz do kosza na śmieci. –Zamykamy kontenery na klucz lub odgradzamy je, aby od samego początku ograniczyć ryzyko, że ktoś narazi swoje zdrowie poprzez spożycie wyrzuconego jedzenia.

Sklepy nie chcą odpowiedzalności

Klasycznym przykładem jest sytuacja wycofania towaru z rynku. Jeśli producent odkryje, że np. produkt spożywczy został w produkcji zanieczyszczony elementami plastiku, natychmiast informuje o tym sklepy, do których trafiła wadliwa seria. Ponieważ jednak odesłanie towaru jest zbyt kosztowne, z magazynu ląduje prosto do śmietnika. To kolejny powód, dla którego Boettcher jest przeciwny legalizacji „nurkowania”. Uważa, że z zewnątrz nie można rozpoznać z jakiego powodu towar trafił do kosza.

Czechy. Zakaz wyrzucania przeterminowanej żywności

03:28

This browser does not support the video element.

Federalne Stowarzyszenie Niemieckiego Handlu Żywnością obawia się więc odpowiedzialności za żywność wyjętą z pojemników, która może już nie nadawać się do spożycia. Rolf Sommer z niemieckiego oddziału WWF ma jednak pomysł, jak rozwiązać ten problem. – Jeśli nie możesz przedstawić paragonu za jedzenie, nie możesz pociągnąć firmy do odpowiedzialności za ewentualnie wyrządzoną sobie krzywdę. Każdy, kto wyjmuje żywność, która została zutylizowana, odpowiada sam za siebie, ponieważ strony nie obejmuje żadna umowa. Jest wiele marketów, które chciałyby przekazać przeterminowany towar, ale w ten sposób mogłyby się narazić na odpowiedzialność karną – tłumaczy.

Włochy wzorem do naśladowania

Do problemu systemowo podeszły już Włochy. Istnieją tam nie tylko zachęty finansowe, np. ulgi podatkowe, dla firm ograniczających marnowanie żywność. Przepisy noszą nazwę prawa dobrego samarytanina. Zgodnie z nim, firmy i inicjatywy zwalnia się z odpowiedzialności, jeśli nie udowodni się rażącego zaniedbania lub zamiaru wyrządzenia krzywdy.

Dla Ralfa Sommera wyjaśnienie kwestii prawnych i dekryminalizacja „nurkowania” to tylko początek. Oczywiście każdy kilogram odratowanego jedzenia jest czymś pozytywnym. Jednocześnie jednak największe problemy leżą u samych podstaw całeko sektora spożywczego.