Rosja i gaz
29 grudnia 2006
„Rosyjskie kierownictwo jest przekonane, że Rosja jest zbyt wielkim krajem aby mieć przyjaciół i dlatego musi zdecydować, czy ma odgrywać drugorzędną rolę w świecie, czy też odzyskać status supermorastwa” – pisze na pierwszej stronie dzisiejszej „Frankfurter Allgemeine Zeitung” jej moskiewski korespondent Michael Ludwig. Decyzja w tej sprawie zapadła już dawno. Polityka zagraniczna Kremla nakierowana została na odzyskanie pozycji supermocarstwa, a środkiem wiodącym do tego celu są dostawy nośników energii z ropą naftową i gazem ziemnym na czele. Gaz stał się nową polityczną superbronią Kremla i głównym środkiem nacisku na sąsiadów, o czym - jak pisze dalej Michael Ludwig – najpierw przekonała się Ukraina, potem Gruzja, a teraz skutków polityki gazowej Moskwy doświadcza Białoruś. Jeśli Mińsk nie zgodzi się na nowe ceny gazu, podyktowane mu przez Moskwę, to od nowego roku rosyjski koncern państwowy Gazprom, może zakręcić Białorusi kurek gazu, co może odbić się na dostawach gazu ziemnego dla Polski, krajów bałtyckich a także dla Europy Zachodniej z Niemcami włącznie. W Warszawie dominuje przekonanie, że Rosja nigdy nie zakręci Polsce gazowego kurka do końca, bo nie może sobie pozwolić na otwarty konflikt z Europą Zachodnią. To prawda, ale to się zmieni z chwilą oddania do użytku gazociągu po dnie Bałtyku. Michael Ludwig przytacza opinię głównego eksperta energetycznego Kremla Michaiła Deljagina, który od lat, konsekwentnie, opowiada się za odzyskaniem przez Moskwę pełnej kontroli nad wszystkimi rurociągami naftowymi i gazociągami na obszarze byłego ZSRR, aby móc skutecznie naciskać na kraje UE. Właściwą reakcją na te zakusy byłaby wspólna polityka energetyczna UE, a może nawet powołanie „energetycznego NATO”, ale na to się nie zanosi... Tyle Michael Ludwig w „FAZ”.
Jak donosi dzisiejsza „Süddeutsche Zeitung”, zaostrzenie konfliktu gazowego pomiędzy Rosją i Białorusią zaalarmowało rząd federalny w Berlinie i wzbudziło poważny niepokój władz Unii Europejskiej w Brukseli. Federalny minister gospodarki Michael Glos zaapelował wczoraj do rządów w Mińsku i Moskwie o wypracowanie możliwie szybko kompromisowego rozwiązania, zadowalającego obie strony. Unijny komisarz do spraw energii Andris Piebalgs oświadczył, że Komisja Europejska wyjątkowo uważnie śledzi przebieg tego sporu, z uwagi na jego wpływ na dostawy gazu dla Europy. Monachijski dziennik przypomina, że w tej chwili gazociągiem biegnącym przez Białoruś dociera do Niemiec jedna piąta gazu ziemnego, a pozostałe cztery piąte dostarczane są gazociągiem biegnącym przez Ukrainę. Dostawy rosyjskiego gazu ziemnego pokrywają 34% zapotrzebowania Niemiec na ten nośnik energii. Republika Federalna może przez rok obejść się bez dostaw gazu via Białoruś, a zapasy gazu w zbiornikach pod ziemią wystarczają na wyprodukowanie blisko dwustu miliardów kilowatogodzin, co równa się jednej piątej rocznego zapotrzebowania kraju na energię elektryczną. Tym niemniej problem bezpieczeństwa energetycznego Republiki Federalnej stale zyskuje na znaczeniu, a kwestia ta stała się jednym z priorytetów niemieckiej prezydencji w UE, rozpoczynającej się pierwszego stycznia.