1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Rozpad koalicji rządowej. Oto, jak do tego doszło

7 listopada 2024

Kanclerz Olaf Scholz zdymisjonował ministra finansów. Na dłuższą metę nie udało się zniwelować różnic politycznych.

Olaf Scholz w Urzędzie Kanclerskim podczas posiedzenia koalicji
Kanclerz Olaf Scholz w Urzędzie Kanclerskim podczas posiedzenia koalicjiZdjęcie: Markus Schreiber/AP/picture alliance

– Zbyt często konieczne kompromisy były zagłuszane przez publicznie inscenizowane spory i głośne ideologiczne żądania. Zbyt często minister Lindner blokował ustawy w niemerytoryczny sposób. Zbyt często ograniczał się do taktyki partyjno-politycznej, zbyt często zawodził moje zaufanie – mówił w środę wieczorem, 6 listopada, kanclerz Olaf Scholz. Nie krył swojej frustracji, gdy oficjalnie ogłaszał dymisję ministra finansów Christiana Lindnera. – Jako kanclerz Niemiec nie mogę tego tolerować – zaznaczył.

Szef niemieckiego rządu dodał, że w ciągu ostatnich trzech lat rządzenia koalicji SPD, Zielonych i FDP wielokrotnie sugerował, „w jaki sposób koalicja trzech różnych partii może osiągnąć dobre kompromisy”. Było to często trudne i „czasami prowadziło do granic” – także jego przekonań politycznych.

Problemem były pieniądze

Był taki dzień, w którym pierwsza trójpartyjna koalicja w historii Republiki Federalnej Niemiec zachwiała się do tego stopnia, że nie była już w stanie się ustabilizować. 15 listopada 2023 roku Federalny Trybunał Konstytucyjny uznał część polityki budżetowej rządu za niezgodną z konstytucją. Był to dzień, w którym koalicja SPD, Zielonych i FDP została pozbawiona podstawy finansowej.

W grę wchodziło około 60 miliardów euro, których wykorzystania zabronił najwyższy niemiecki sąd. W czasie pandemii koronawirusa Bundestag zatwierdził pożyczki na walkę z COVID-19, ale ostatecznie nie wykorzystano całej kwoty. Już na początku rządów koalicja SPD, Zielonych i FDP postanowiła wykorzystać te miliardy na sfinansowanie swojej polityki klimatycznej i energetycznej. Było to jednak niezgodne z konstytucją.

Liderzy koalicji Zielonych, SPD i FDPZdjęcie: Mike Schmidt/IMAGO

Jednak to właśnie te miliardy umożliwiły sojusz partii, których podstawowe przekonania polityczne w ogóle do siebie nie pasują. Socjaldemokratyczna SPD i Zieloni to w swoim zalążku partie lewicowe, które opowiadają się za silnym państwem i potrzebują dużo pieniędzy na politykę społeczną i ochronę klimatu. Liberalna gospodarczo FDP jest przeciwnego zdania praktycznie we wszystkich obszarach.

Miliardy niwelują różnice

Liberałowie kładą nacisk na indywidualną odpowiedzialność obywateli. Państwo powinno interweniować tylko w wyjątkowych przypadkach i powstrzymywać się pod względem finansowym tak bardzo, jak to tylko możliwe. Podczas kampanii wyborczej partia obiecała sanację budżetu i przestrzeganie zapisanej w konstytucji kotwicy budżetowej.

Specjalny fundusz w wysokości 60 miliardów euro, który nie był częścią budżetu federalnego, niwelował różnice. Był on podstawą finansową koalicji, ponieważ pozwalał jednocześnie oszczędzać w budżecie i wydawać pieniądze na politykę społeczną i klimatyczną – tak ważne dla SPD i Zielonych.

Pierwsza przeszkoda

Plany były ambitne. Niemcy miały stać się pionierem w dziedzinie ochrony klimatu, miało powstać 400 tys. nowych mieszkań. Państwo opiekuńcze miało zostać zmodernizowane, zasiłek dla bezrobotnych miał zostać zastąpiony dochodem obywatelskim, zamierzano wprowadzić podstawowy zasiłek na dziecko i emeryturę kapitałową. Poziom emerytury miał zostać ustabilizowany na poziomie 48 proc., płaca minimalna miała wzrosnąć, a wydatki na badania i rozwój miały zostać zwiększone.

Koalicja, która zaczęła się od wspólnego selfie, na początku działała dobrze. Zdjęcie zrobili sobie liderzy Zielonych – Annalena Baerbock i Robert Habeck, przewodniczący FDP Christian Lindner i jego sekretarz generalny Volker Wissing.

Wspólne zdjęcie: od lewej Volker Wissing, Annalena Baerbock, Christian Lindner i Robert HabeckZdjęcie: Instagram/@volkerwissing/via Reuters

Kilka dni po wyborach parlamentarnych we wrześniu 2021 roku czwórka polityków opublikowała zdjęcie na swoich kontach na Instagramie. Podpis brzmiał: „W poszukiwaniu nowego rządu szukamy wspólnych płaszczyzn i mostów ponad tym, co nas dzieli. I nawet je znajdujemy. Ekscytujące czasy”.

Kanclerz mówi o „koalicji równych”

Akurat Zieloni i FDP – dwie partie, tak różne pod względem podstawowych przekonań politycznych. Preferowanym partnerem Zielonych była SPD, która wygrała wybory. Duet ten nie miał jednak większości parlamentarnej, więc potrzebował FDP. To była pierwsza przeszkoda w koalicji. Liberałowie zawsze byli przekonani, że są niezbędni.

Nie brakowało dobrych intencji. Podczas prezentacji umowy koalicyjnej tłumaczono, że negocjacje z tak różnymi perspektywami i szkołami myślenia były „wzbogacające” i że „przeciwieństwa mogą się uzupełniać”. Socjaldemokrata Olaf Scholz, który wkrótce potem został wybrany na kanclerza, mówił o „koalicji równych”.

Kryzysy się mnożą

Obietnica, że dyskusje zawsze będą prowadzone w sposób poufny, a opinia publiczna nie będzie się dowiadywać o krokach pośrednich, tylko o gotowych rozwiązaniach, nie przetrwała nawet 100 dni. Jednak żadna koalicja nigdy wcześniej nie stanęła przed tak ogromnymi wyzwaniami. Powróciła pandemia koronawirusa, Rosja zaatakowała Ukrainę, odpadły dostawy gazu i ropy, a Niemcom groził kryzys energetyczny.

Minister finansów Christian LindnerZdjęcie: JOHN MACDOUGALL/AFP

Pierwszy głęboki rozdźwięk pojawił się w rządzie Olafa Scholza, gdy minister finansów Christian Lindner wystąpił w mediach z pomysłem przyznania kierowcom (z powodu gwałtownie rosnących cen benzyny i oleju napędowego) zniżki na paliwo. Zaskoczona propozycją partia Zielonych odrzuciła ją i nie kryła swojego gniewu.

FDP stawia na oszczędzanie

Od tego momentu w koalicji dominował już inny ton, który stawał się coraz ostrzejszy. Ustawa grzewcza, dochód obywatelski, kotwica budżetowa, azyl i migracja – partnerzy coraz częściej ze sobą rywalizowali, a spory kładły się cieniem na pracę polityczną. Sondaże wskazywały na spadek poparcia. Utrata reputacji była ogromna. Koalicja SPD, Zielonych i FDP stała się najmniej popularnym rządem w historii Republiki Federalnej Niemiec.

Partnerów podzielił przede wszystkim spór o pieniądze. SPD i Zieloni pokłócili się o kotwicę budżetową. Wojna w Ukrainie, pomoc finansowa i zbrojeniowa dla Kijowa, pomoc dla uchodźców, niezbędne dozbrojenie Bundeswehry, konieczność renowacji niemieckiej infrastruktury – lista potrzeb stawała się coraz dłuższa. Jednak FDP nie ustępowała i dalej była za oszczędnościami.

Porażki w wyborach landowych

Liberałowie nie ustąpili nawet po wyroku Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w listopadzie 2023 roku. Jednak opór SPD i Zielonych wobec środków oszczędnościowych ministra finansów z FDP nadal rósł. Negocjacje w sprawie budżetu na 2025 rok zakończyły się przedłożeniem Bundestagowi projektu z luką w wysokości około 12 mld euro.

Jednocześnie we wrześniu 2024 roku na wschodzie Niemiec odbyły się wybory do landtagów. Nigdy wcześniej partie rządzące na szczeblu federalnym nie osiągnęły tak słabych wyników na szczeblu landowym, jak SPD, Zieloni i FDP w Turyngii i Saksonii

Tylko w Brandenburgii SPD zaskakująco nadrobiła zaległości. We wszystkich trzech krajach związkowych liberałowie zostali politycznie zmiażdżeni.

Nie ma szans na kompromis

Po wyborach lider FDP Christian Lindner postawił ultimatum i ogłosił „jesień decyzji”. Nalegał, aby nawet kontrowersyjne projekty legislacyjne były szybko wprowadzane w życie. Nastroje były katastrofalne. Liderka SPD Saskia Esken na łamach gazety „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” zarzuciła FDP, że prowokuje, ponieważ „desperacko” próbuje się wyprofilować. A Lindnerowi, który mówił o „jesieni decyzji”, zarzuciła, że „żongluje datami i ultimatum, co wskazuje na naturę hazardzisty”.

W październiku Christian Lindner poszedł o krok dalej i sformułował katalog żądań, w którym praktycznie anulował całą politykę gospodarczą i finansową koalicji. SPD i Zieloni mówili o prowokacji i już w tym momencie podejrzewali, że Lindner próbuje doprowadzić do rozłamu koalicji.

Co teraz?

Olaf Scholz chce sfinalizować do końca roku szereg pilnych projektów legislacyjnych. W styczniu kanclerz chce przedłożyć Bundestagowi wotum zaufania i umożliwić podjęcie decyzji o przedterminowych wyborach. Bundestag ma głosować w tej sprawie 15 stycznia.

Członkowie parlamentu zdecydują o utorowaniu drogi do przedterminowych wyborów. Mogłyby się one odbyć do końca marca – jak przewiduje Ustawa Zasadnicza. Regularne wybory do Bundestagu planowane były na wrzesień 2025 roku.

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronie Redakcji Niemieckiej DW.