1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Rusza fala światowej solidarności i pomocy po morderczej fali tsunami w Azji; Przed reformą rynku pracy w Niemczech.

29 grudnia 2004

Straszliwy kataklizm, który spustoszył wybrzeże Azji Południowej, uzmysłowił nam, że istnieje także coś, co komentator “Rheinische Post” nazywa globalizacją socjalną. Kryje się za tym bezprecedensowa fala pomocy dla ofiar śmiercionośnej fali tsunami. Aby jednak pomoc okazała się skuteczna, należy ją skanalizować, co akurat w regionie ogarniętym katastrofą może okazać się trudne.

Myśl tę rozwija komentator “Rhein-Neckar-Zeitung”. Jak pisze, liczba ofiar śmiercionośnego tsunami w Azji Południowej nie byłaby pewnie tak duża, gdyby liczne kraje tego regionu nie były rządzone przez autorytarne i skorumpowane do cna reżimy. Indie na przykład wolą wydawać miliardy na program zbrojeń atomowych, zamiast zadbać o system ostrzegający przed możliwą katastrofą żywiołową. Także w wysoko rozwiniętej technicznie Malezji nie ma takiego systemu. Jest za to imponująca sieć sklepów dla turystów ze wszystkim, czego tylko dusza zapragnie.

W obliczu zaistniałej tragedii nie warto jednak tracić czasu ani na szukanie winnych, ani na wysuwanie przeciwko nim najcięższych oskarżeń. Kraje spustoszone przez tsunami, nawet w normalnych warunkach, nie mogą sobie poradzić z zapewnieniem ludności właściwej opieki lekarskiej czy stworzeniem skutecznego systemu ochrony przed klęskami żywiołowymi. Dlatego też muszą im przyjść z pomocą kraje najbogatsze – stwierdza “Frankfurter Rundschau".

Czołową rolę w tak szeroko zakrojonym programie pomocy powinna odegrać Organizacja Narodów Zjednoczonych, czytamy w stołecznej “Die Welt”. ONZ często słusznie krytykuje się za nieskuteczność w rozwiązywaniu konfliktów militarnych, ale tym razem ta słabość okazuje się być silną stroną Narodów Zjednoczonych, stawiających na dyplomację, pomoc humanitarną i kooperację zamiast konfrontacji. Koordynowana przez ONZ akcja pomocy dla regionów dotkniętych kataklizmem nie przekreśla bynajmniej konieczności zreformowania tej organizacji, nic podobnego! Uprzytamnia nam ona jednak, że ONZ jest światu potrzebna i to nawet bardziej niż kiedykolwiek przedtem.

Zmiana tematu. Za trzy dni wchodzi w życie program reform rynku pracy w Niemczech. Jak pisze koloński “Express”, kto nadal widzi w nim narzędzie szatana, ten dowodzi, że wciąż jeszcze nie pojął, iż nasz dotychczasowy system państwa opiekuńczego od dawna już nie jest zdolny zapewnić powszechnego dobrobytu jego obywatelom. Ale to, czy wprowadzane od 1 stycznia reformy okażą się przekleństwem czy też - przeciwnie - dobrodziejstwem, okaże się dopiero w praniu.

Tego samego zdania jest berliński dziennik “Der Tagesspiegel”. Po raz pierwszy udało się przeforsować program reform, które wyraźnie ograniczają roszczenia obywateli względem państwa, i który zmusza ich do wyrzeczeń oraz zwiększonego wysiłku. O jego powodzeniu zadecyduje praktyka, ale już teraz dowodzi on zdolności Niemiec do wprowadzenia niewygodnych dla wielu reform, co samo w sobie stanowi duży sukces.