Słowacka dyplomacja: Krym to nie Rosja
13 września 2026
Już sam jej tytuł spełnia definicję słowa prowokacja, bo nie pozwala pozostać nań obojętnym: „Krymskie złoto: ‘cywilizowana’ Europa plądruje rosyjskie skarby”. Przygotowało ją Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne, pokazuje w swych wnętrzach Rosyjski Ośrodek Nauki i Kultury w Bratysławie, a do zwiedzanie zachęca na platformach społecznościowych ambasada Federacji Rosyjskiej na Słowacji.
Złoto Krymu
Tematem są archeologiczne znaleziska ze złota sprzed około dwóch tysięcy lat, które zostały wypożyczone w 2014 roku przez Muzeum Allarda Piersona w Amsterdamie z czterech muzeów na ukraińskim półwyspie. W czasie, gdy były tam pokazywane na wystawie „Krym – złoto i tajemnice Morza Czarnego”, Rosja anektowała Krym, a potem zaczęła domagać się zwrotu wypożyczonego złota.
Nie mając pewności, kto jest prawowitym właścicielem artefaktów, dyrekcja amsterdamskiego muzeum postanowiła nie zwracać ich do muzeów, z których przyjechały. Wątpliwości rozstrzygnął dopiero w 2023 roku holenderski Sąd Najwyższy, odrzucając rosyjskie roszczenia i nakazując zwrot kolekcji Ukrainie.
Zaproszenie z rosyjskiej ambasady trafiło także do dziennikarzy ze słowackiego portalu euBrief.sk, znanego wcześniej jako Euroactiv.sk. W piątek rozesłali intrygujące ich pytania do ministerstwa spraw zagranicznych, bratysławskiego magistratu i ambasady Holandii. Jeszcze tego samego dnia zareagował MSZ informacją, że w żaden sposób nie uczestniczył w przygotowywaniu wystawy i sprawdza, o co w niej chodzi.
Sprzeczna z prawem propaganda
W sobotę resort dyplomacji rozesłał oświadczenie, że uznaje za niedopuszczalną „publiczną propagandę popierającą odbieranie siłą terytorium suwerennego państwa, sprzeczną z podstawowymi zasadami prawa międzynarodowego zapisanymi w Karcie Narodów Zjednoczonych oraz w Akcie Końcowym z Helsinek z 1975 roku”.
Zadaniem instytucji kulturalnych powinno być wzajemne zrozumienie i współpraca narodów i kultur, dlatego też podejmowanie przez Rosyjskie Centrum Nauki i Kultury w Bratysławie tematu, „który Słowacja jednoznacznie uznaje za naruszenie prawa międzynarodowego”, słowacki MSZ uważa za „niestosowne”.
„Popieramy suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy w jej granicach uznanych na arenie międzynarodowej, które muszą być respektowane i nie mogą być zmieniane siłą. Tak jak Słowacja, jako jedno z pięciu państw członkowskich Unii Europejskiej, nie uznała dotychczas jednostronnego ogłoszenia niepodległości Kosowa, tak samo nie uznaje rosyjskiej aneksji Krymu i innych obszarów na Ukrainie”, podkreśla słowackie ministerstwo spraw zagranicznych.
„Można być zaskoczonym”
– Tak ostrym oświadczeniem można być zaskoczonym, ponieważ słowacki rząd i słowacka dyplomacja zazwyczaj unikają krytykowania Rosji – przyznaje w rozmowie z DW politolog i socjolog Juraj Marusziak, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych Słowackiej Akademii Nauk. – Słowacja nie przyłączyła się na przykład do wydalania rosyjskich dyplomatów po ujawnieniu przez czeski rząd pięć lat temu, jeszcze przed pełnoskalową wojną Rosji przeciw Ukrainie, że za wybuchem składu amunicji we Vrbieticach na Morawach stał rosyjski wywiad GRU.
Wtedy zginęło dwóch obywateli Republiki Czeskiej. Gdy Czesi nie mieli już wątpliwości, kim są sprawcy, nakazali wyjazd z kraju 18 rosyjskim dyplomatom jednoznacznie zidentyfikowanym jako agenci tajnych służb.
Słowacja potępia Rosję
Portal euBrief.sk zauważa jednak, że rządzący obecnie Słowacją politycy prezentują się jako prorosyjscy, ale oficjalna polityka kraju się nie zmieniła i „nadal obowiązuje zasada, że nasze państwo uznaje integralność terytorialną Ukrainy, w tym okupowanego Krymu”.
Taką deklarację złożył sam premier Robert Fico dwa lata temu podczas spotkania z ówczesnym szefem ukraińskiego rządu Denisem Szmyhalem w Michalovcach na wschodzie Słowacji, tuż przy granicy z Ukrainą. Obaj podpisali wówczas dokument nazwany „mapą drogową”, w którym między innymi znalazło się stwierdzenie, że „Słowacja potępia naruszenie prawa międzynarodowego przez Federację Rosyjską poprzez jej bezprawną, nieuzasadnioną i niesprowokowaną agresywną wojnę”.
Złote czasy słowackiej zbrojeniówki
Innym przykładem jest wyborcza obietnica Ficy, który obiecywał, że jeśli jego partia Smer-SD (Kierunek Socjaldemokracja) wejdzie do rządu, to Słowacja nie pośle Ukrainie już ani jednego pocisku, bo to tylko przedłuża wojnę. Po dojściu do władzy rząd Ficy faktycznie wstrzymał pomoc militarną dla Ukrainy, utrzymał jedynie humanitarną, ale nie zablokował sprzedaży broni Ukrainie przez słowackie firmy.
„W rzeczywistości w okresie jego rządów przemysł zbrojeniowy przeżywa swój złoty okres”, napisał w styczniu tego roku słowacki dziennik „SME”. Cytowany przez gazetę analityk oceniał, że od 2022 roku, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, eksport broni ze Słowacji wzrósł sześcio- do siedmiokrotnie.
W tym samym mniej więcej czasie dwaj wiceszefowie słowackiego parlamentu Tibor Gaszpar z partii premiera i szef koalicyjnej Słowackiej Partii Narodowej (SNS) spotykali się w Moskwie z Sergiejem Ławrowem. A trzy miesiące wcześniej Robert Fico gościł na Kremlu u Putina. Z Ławrowem oczywiście też rozmawiał.
– A teraz Słowacja nie uczestniczy w kredytach dla Ukrainy, to jest w tej chwili najważniejsze – dodaje Marusziak.
Po przegranej Viktora Orbana na Węgrzech w wielu zakątkach Unii Europejskiej zrodziły się podejrzenia, że to Robert Fico może zechcieć teraz przejąć zajmowaną przezeń pozycję i kontynuować osłabianie wspólnoty tym razem z Bratysławy.
– Ja oczekiwałem prorosyjskich wystąpień na spotkaniu z nowym premierem Bułgarii Rumenem Radewem. Jednak okazuje się, że po odejściu Orbana Fico raczej nie ma już poważnego sojusznika pod tym względem – konkluduje politolog ze Słowackiej Akademii Nauk.
Chcesz komentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>