1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Sukces Merkel

Bartosz Dudek7 czerwca 2007

Niemiecka prasa w piątkowych wydaniach szeroko komentuje nieczekiwany kompromis w sprawie ochrony klimatu.

Szefowie państw i rządów krajów wysoko uprzemysłowionych (tzw. grupy G8) w Heiligendamm
Szefowie państw i rządów krajów wysoko uprzemysłowionych (tzw. grupy G8) w HeiligendammZdjęcie: AP

„Potężni tego świata porozumieli się w sprawie klimatu. To na razie tylko deklaracja woli, nic więcej. Zgodzili się co do konieczności znacznej redukcji gazów cieplarnianych i co do kolejnego – po Kyoto - porozumienia pod egidą ONZ. Co najmniej sześciu z ośmiu uczestników wymieniło też konkretną cyfrę – 50 procent mniej gazów cieplarnianych do 2050 roku. Ta liczba to nic wiążącego. Syrena karetki wezwanej do gorączkującego globu powinna brzmieć inaczej”

- pisze dziennik „FRANKFURTER RUNDSCHAU”.

Innego zdania jest komentator dziennika FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG:

„Co stało się Bushowi? Czy to cudotwórcza moc niemieckiej kanclerz nakłoniła go do ustępstw? Odpowiedź jest prosta - Bush, który już wcześniej przystąpił do ofensywy nie chciał pozbawić sukcesu pani Merkel. Ścisła współpraca z Berlinem jest jednym z najważniejszych fundamentów jego polityki europejskiej. Ale też i pani kanclerz nie mogła i nie chciała uciec od rzeczywistości – bez współdziałania Ameryki i krajów rozwijających się nie da się ograniczyć efektu cieplarnianego. Trzeba więc budować mosty i zaakceptować, że wobec różnych perspektyw i interesów kurczowe trzymanie się dogmatów nie popłaca. Wynik porozumienia z Heiligendamm może za to wydać owoce” – uważa komentator FAZ.

Pełen podziwu dla niemieckiej kanclerz jest też komentator dziennika TAGEESSPIEGEL:

„Pani kanclerz zagrała o wysoką stawkę i wygrała. Kompromis z Heiligendamm w sprawie klimatu jest bardziej treściwy niż można się było spodziewać. Nie brakuje tu wprawdzie haczyków. Ale zważywszy pozycję wyjściową ten kompromis to dużo. Ten sukces Angela Merkel zawdzięcza swojemu uporowi i presji amerykańskiej opinii publicznej. Jeszcze na dzień przed szczytem Merkel określiła jej granicę bólu – nowe porozumienie w sprawie klimatu musi być zawarte pod egidą ONZ. Kraje wysoko uprzemysłowione muszą przejąć większą odpowiedzialność niż kraje rozwijające się. I udało się jej także przemycić do dokumentu końcowego liczbę „50 procent redukcji do 2050 roku” – cieszy się komentator dziennika TAGEESSPIEGEL.