Szczyt Unia – Rosja
20 maja 2009
Kiedy w sierpniu ubiegłego roku wybuchła wojna rosyjsko-gruzińska, odbiło się to negatywnie na stosunkach Unia-Rosja. Prezydent Komisji UE, José Manuel Barroso, wyjaśniał dlaczego: „To jasne, że z uwagi na ostatnie wydarzenie nie będziemy pracować dalej, jak gdyby nic się nie stało.“
EU zamroziła w konsekwencji rokowania na temat nowego, rozszerzonego układu o partnerstwie , który miał zastąpić aktualnie obowiązujący. Mimo iż do późnej jesieni sytuacja na Kaukazie nadal nie była dla Unii zadawalająca, ministrowie spraw zagranicznych postanowili zmienić stanowisko, o czym poinformował w listopadzie szef niemieckiej dyplomacji, Frank-Walter Steinmeier: „ Wolno mi poinformować Państwa o tym, że powrót do rokowań między Unią Europejską i Rosją nie jest związany z nowymi warunkami.“
Cień wojny gazowej
Nastąpiło odprężenie. Lecz z początkiem tego roku zniweczyła je rosyjsko - ukraińska wojna gazowa. Miliony obywateli Unii tygodniami marzło podczas surowej zimy bez ogrzewania. Szefowa unijnej dyplomacji, Benita Ferrero-Waldner, nie kryła oburzenia: „W pewnym sensie obie strony, Rosja i Ukraina, straciły wiarygodność i opinię solidnego dostawcy energii względnie kraju tranzytowego. To trzeba jasno stwierdzić.”
Od tej pory UE zabiega o zmniejszenie zależności od rosyjskich dostaw energetycznych, spoglądając w kierunku Dalekiego Wschodu i Kaukazu. Barroso uznał tym niemniej za ważne, by z początkiem maja podkreślić w Pradze znaczenie Rosji dla Unii: „Rosja jest i pozostanie naszym najważniejszym dostawcą energetycznym, zwłaszcza gazu. Chcemy konstruktywnie współpracować z Rosją. Ale mamy, powiedzmy, w Europie zrozumiałą potrzebę znalezienia dodatkowych dostawców.“
Równolegle do konferencji energetycznej UE nawiązała w Pradze tak zwane „partnerstwo wschodnie“ z sześcioma byłymi republikami sowieckimi. Celem jego jest zbliżenie tej grupy do Unii. Rosja nieufnie przygląda się temu zbliżeniu w – jak uważa – swej strefie wpływów. Ambasador Rosji w UE, Władimir Czichow, stwierdził w ubiegły czwartek, że Moskwa zasadniczo nie sprzeciwia się temu projektowi: „Najważniejszym dla nas kryterium jest to, by w ramach tej inicjatywy nie powstały nowe linie podziału, stawiające dane państwa w obliczu całkiem sztucznego dylematu: albo zmierzamy do pełnej blasku przyszłości wraz z UE, albo ciążymy do Rosji, czasowo i terytorialnie. A to nieprawda.”
Rosja mówi „tak”, ale…
Czichow skomentował tak zwłaszcza wypowiedzi byłego czeskiego szefa dyplomacji, Karela Schwarzenberga. Stwierdził on, że Białoruś mogłaby „zapomnieć“ o partnerstwie, gdyby uznała okupowane przez Rosję gruzińskie terytorium Abchazji czy Południową Osetię.
Tymczasem odbyło się pierwsze po kolejnym zlodowaceniu oficjalne spotkanie Rady NATO-Rosja. Manewry NATO w Gruzji i zarzuty uprawiania szpiegostwa ponownie obciążyły stosunki. NATO wydaliło z końcem kwietnia także syna ambasadora Czichowa, pracownika rosyjskiej misji przy NATO: „Mój syn nie wywołał napięć, lecz jest ofiarą poważnej prowokacji. Wolałbym tu wypowiedzieć się raczej jako ojciec a nie ambasador, wiadomość tę przyjąłem z wściekłością i pogardą.”
Czichow dodał, że „ktoś” chciał zapobiec ponownemu zbliżeniu. Lecz jak na to wygląda, obie strony – UE i Rosja – są za grubą kreską na zakończenie trudnych 9 miesięcy we wzajemnych stosunkach i za nowym początkiem.
Zoran Arbutina/Jan Kowalski