Szef MSZ Niemiec: Nigdy nie oczekiwałem, że USA użyłyby siły
21 stycznia 2026
– Ma rację w swoim skupieniu na bezpieczeństwie Grenlandii. Wspieramy go i znajdziemy rozwiązanie tej kwestii w naszym sojuszu, nie – przeciwko sobie – stwierdził w rozmowie z reporterem DW minister spraw zagranicznych Niemiec Johann Wadephul, komentując środowe (21.01.2026)przemówienie Donalda Trumpa w Davos. Szef MSZ przebywa obecnie z wizytą w Nairobi w Kenii, Niemcy w Davos reprezentuje kanclerz Friedrich Merz, który w czwartek rano, 22 stycznia, ma wygłosić tam przemówienie.
– Nigdy nie oczekiwałem, że Stany Zjednoczone użyłyby siły – dodał Wadephul w odpowiedzi na uwagę reportera, że dopiero dziś w swoim przemówieniu w Davos Donald Trump wykluczył użycie siły, by zdobyć Grenlandię. Wcześniej tym groził. Trump w środę w Davos rzeczywiście zapowiedział, że nie użyje siły, ponowił jednak swoje roszczenia względem Grenlandii.
Szef dyplomacji Niemiec w rozmowie z DW przypomniał też, że w ubiegłym tygodniu był w Waszyngtonie, gdzie rozmawiał z sekretarzem stanu Marco Rubio także o Grenlandii. Tuż przed wyjazdem do USA Wadephul powtórzył jasne stanowisko Niemiec: że granice Królestwa Danii są nienaruszalne, a o przyszłości Grenlandii decyduje tylko ona wraz z Danią.
W USA ustalono, że rozwiązanie kwestii bezpieczeństwa wyspy ma być wypracowane między USA, Danią i Grenlandią, a szerzej – w NATO. Rozmowy trójstronne nie przyniosły jednak zmiany stanowiska USA, a tuż po nich Trump zagroził cłami państwom UE, które wsparły Danię i Grenlandię.
Wadephul podkreślił też w środę, że rozumie, jak duże wyzwania stoją przed zachodnimi sojusznikami, jeśli chodzi o zagrożenienie bezpieczeństwa w Arktyce.
Merz w Davos. Co jutro powie?
Friedrich Merz ma przemawiać w Davos w czwartek o 9:30. Do tej pory kanclerz starał się unikać eskalacji konfliktu i bezpośredniej konfrontacji z Trumpem. Przed wyjazdem do Szwajcarii stwierdził, że Europa chce odpowiedzieć na „takie wyzwania” w „ sposób roztropny i odpowiedni”.
W środę nie doszło do planowanego spotkania Merza z Trumpem. Strona niemiecka wyjaśnia to opóźnionym przybyciem prezydenta USA do Davos. Trump – co odnotowuje niemiecka agencja prasowa DPA – znalazł jednak w środę czas na spotkania z prezydentami Polski, Egiptu i Szwajcarii.
Po przemówieniu na szczycie UE Friedrich Merz uda się do Brukseli, gdzie szefowie rządów UE mają omówić groźby Trumpa dotyczące ceł wobec poszczególnych państw.
Kanclerz Niemiec ma przybyć do Brukseli podczas planowanej ceremonii inauguracji działalności tzw. Rady Pokoju Donalda Trumpa. Jej statut wskazuje, że ma być kontrolowaną przez prezydenta USA konkurencją dla ONZ.
Rada Pokoju Trumpa. Niemcy zadają pytania
Wcześniej w środę szef MSZ Niemiec Johann Wadephul wyraził w rozmowie z mediami zastrzeżenia ws. planów Trumpa powołania tzw. Rady Pokoju, sugerując: –Mamy radę pokojową, a jest nią Organizacja Narodów Zjednoczonych – powiedział niemiecki minister. Jednocześnie przyznał, że ONZ wymaga reform i zwiększenia jej skuteczności.
Jak dodał, rząd Niemiec wciąż ma do administracji USA kilka pytań ws. Rady Pokoju Trumpa: – Do dziś pozostają one bez odpowiedzi. Omówimy je jednak w konstruktywnym dialogu.
– Niemcy codziennie swoimi praktycznymi działaniami pokazują, że system ONZ jest naszym systemem pokojowym, który zasługuje na nasze pełne wsparcie – dodał.
Trump chce zainaugurować działalność swojej Rady Pokoju właśnie w Davos w czwatek. Opublikowany w mediach statut tej organizacji wskazuje, że ma ona być – wbrew wcześniejszym deklaracjom USA – konkurencją wobec ONZ, na dodatek kontrolowaną przez Trumpa jako dożywotniego przewodniczącego. Dodatkowo, za stałe członkostwo państwa miałyby wpłacać do Rady miliard dolarów „wpisowego”.
Część państw już odmówiła udziału, w tym Francja. Inne państwa – jak Polska, którą miałby reprezentować prezydent Nawrocki – nie udzieliła odpowiedzi. Do Rady zaproszona jest też Rosja, którą miałby reprezetować Władimir Putin.
(DW, DPA/mar)