Traktat i Rosja
15 maja 2007
Gospodarz spotkania, kanclerz Niemiec Angela Merkel, zaapelowała do uczestników konferencji o możliwie szybki kompromis w sprawie traktatu konstytucyjnego:
- Jeżeli ktoś zarzuca nam, że nadajemy zbyt szybkie tempo, to ja postawię pytanie: Czy jeżeli mielibyśmy dużo więcej czasu, to czy mielibyśmy gwarancję, że dojdziemy do porozumienia i lepszych rozwiązań? Nie zapominając oczywiście, że czas przecież jest ograniczony, bo chcemy dojść do porozumienia przed najbliższymi wyborami do Parlamentu Europejskiego – mówiła.
Równocześnie Merkel podkreśliła, że spośród 27 krajów, 20 przyjmuje konstytucję w jej obecnej formie i dlatego oczekuje, że pozostałe kraje włączą się do konstruktywnej współpracy w celu uchwalenia traktatu. Także przewodniczący konferencji oraz komisji ds. europejskich w Bundestagu Mathias Wissmann z CDU, uważa, że najbliższe tygodnie powinny przynieść więcej jasności w kwestii traktatu.
- Jest oczywiste, że w najbliższych tygodniach cała uwaga w Europie skieruje się na pytanie, czy uda nam się przełamać impas w zasadniczych kwestiach? Do tej pory czekaliśmy na wybory we Francji, teraz mamy je za sobą i dlatego powinniśmy wkrótce zacząć podejmować decyzje – twierdzi Wissmann.
Podczas gdy wśród niemieckich polityków da się odczuć rosnące napięcie, bo czasu jest coraz mniej, dla szefa polskiej delegacji i przewodniczącego komisji sejmowej ds. eurepejskich Karola Karskiego z PiS oczywiste jest coś zupełnie innego:
- Musimy sobie zdać sprawę z tego, że prezydencja niemiecka, jest prezydencją czasu refleksji. Dlatego żadne ostateczne decyzje, ani w sensie merytorycznym, ani proceduralnym nie mogą być podjęte. Na razie rozmawiamy, dyskutujemy na temat możliwych rozwiązań – uważa Karol Karski.
Niemcy naciskają
Zdaniem członków polskiej delegacji Angela Merkel starała się wywrzeć nacisk na sceptyków konstytucji odwołując się do możliwej blokady procesu rozszerzenia o dalsze kraje, jak Chorwacja i Macedonia. Takie rozszerzenie będzie możliwe tylko, jeżeli Unia się wcześniej zreformuje, stwierdziła kanclerz. Karol Karski nie zgadza się z takim argumentem.
- Troszkę się zdziwiłem podczas wypowiedzi pani Merkel, w której jako dwa podstawowe argumenty za traktatem w obecnej formie było, że bez traktatu nie dokona się rozszerzenia Unii, ponieważ obecne przepisy nie przewidują możliwości rozszerzenia i powiększenia komisji z 27 do 29 członków. Jest to błędne rozumowanie, bo tego typu problemu rozwiązywane są traktatem akcesyjnym – mówi.
Wiele emocji podczas dyskusji wywołała kwestia przyszłej roli parlamentów narodowych. Niemcy opowiadają się za wzrostem znaczenia Parlamentu Europejskiego. Taki pomysł nie podoba się jednak wszystkim.
- Prezydencja niemiecka sformułowała pewne propozycje, które jednak nie zostały zaakceptowane przez wszystkich. Odbiło się to na dzisiejszej dyskusji, gdzie jednymi z największych przeciwników rozwiązań proponowanych przez prezydencję w dokumencie końcowym do traktatu konsyttucyjnego były delegacje brytyjska i holenderska, które były przeciwne osłabianiu parlamentów narodowych na rzecz Parlamentu Europejskiego - wylicza Karol Karski.
Partnerstwo nieaktualne?
Drugim najważniejszym tematem były relacje Unii Europejskiej z Rosją. Minister stanu ds. Europy w niemieckim MSZ Gunter Gloser z SPD powiedział, że politykę tę można kształtować jedynie wspólnie z Rosją, a nie przeciwko niej. Równocześnie deputowani zauważyli, że stosunki Unii z Rosją w ostatnich miesiącach coraz bardziej się pogarszają. Zdaniem parlamentarzystów z Polski termin “strategiczne partnerstwo” nie jest już aktualny:
- Oczywiste jest, że Unia powinna utrzymywać poprawne stosunki z Rosją, ale powinny być one kształtowane jakimś ogólnym poglądem na to, jak powinno wyglądać coś, co się szumnie nazywa partnestwem strategicznym. W tej chwili polityka względem Rosji jest tylko zbiorem doraźnych działań i reakcji na działania i zaniechania Rosji lub bieżące potrzeby UE. Brak jest pogłębionej analizy, jak wyglądać powinny nasze relacje z państwem, które nie wyznaje tych samych wartości co państwa unijne. I jeżeli coś nas łączy, to wspólne interesy, ale nie wyznawanie wspólnych wartości – konkluduje Karol Karski.