Trump grozi cłami. Ekspert: „Appeasement kupił Unii tydzień”
28 sierpnia 2025
Oddech Unii Europejskiej od Donalda Trumpa trwał tydzień, i to niecały.
„Jako prezydent Stanów Zjednoczonych będę stał na straży firm technologicznych — nie jesteśmy już na świecie skarbonką ani wycieraczką. Szanujcie Amerykę i nasze niesamowite firmy technologiczne, albo rozważcie konsekwencje!” – napisał Trump 26 sierpnia na swoim profilu w Truth Social.
I zapowiedział, że nałoży dodatkowe, znaczące cła na eksport krajów, które stosują „dyskryminujące względem amerykańskiej technologii przepisy cyfrowe”. Groził też, że krajom takim ograniczy eksport chipów.
Riposta UE: „Mamy prawo regulować swój rynek cyfrowy”
Trump nie wskazał wprost, że chodzi mu o Unię i jej prawodawstwo, ale jeszcze tego samego dnia na briefingu w Brukseli pytany o sprawę rzecznik Komisji Europejskiej ds. rynków cyfrowych Thomas Régnier, mocno odparł, że „UE ma suwerenne prawo do regulacji rynku cyfrowego”.
Podkreślił też, że unijne rozporządzenia obowiązują wszystkie podmioty niezależnie od pochodzenia, które chcą działać na europejskim rynku, a nie tylko amerykańskie. Podał przykład - ostatnie trzy działania UE na podstawie Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA) były wymierzone w firmy AliExpress,Temu i TikToka – wszystkie należące do podmiotów chińskich.
Kontekst jest zresztą jasny. Po zawarciu roboczego unijno-amerykańskiego porozumienia ws. handlu brukselscy komentatorzy wskazywali na brak we wspólnym komunikacie Berlaymont i Białego Domu odniesień do gospodarki cyfrowej jako sukces Brukseli. Analiza tego komunikatu wskazywała bowiem jasno, kto w tej rundzie podyktował swoje warunki – i według ekspertów, z którymi rozmawiało DW, były to Stany Zjednoczone.
Unia kontra amerykańskie Big Techy
Tymczasem w UE trwają postępowania wobec amerykańskich big techów na podstawie dwóch unijnych aktów prawnych – DSA i DMA.
DSA, czyli Akt o Usługach Cyfrowych z 2022 r, nakłada na platformy cyfrowe i pośredników obowiązek zwalczania nielegalnych treści, zwiększania przejrzystości działania algorytmów i zasięgu reklam, wymaga też wyjaśnień w przypadkach moderacji treści. Na jego podstawie UE bada choćby działania portalu X Elona Muska, oraz Mety, czyli właściciela Facebooka.
Ta sama Meta oraz Apple i Alphabet (właściciel Google’a) są również stronami postępowań w ramach przepisów DMA, czyli Aktu o Rynkach Cyfrowych. Jego celem jest zapewnienie uczciwej konkurencji w sektorze cyfrowym. Jak? Poprzez zidentyfikowanie i regulację tzw. gatekeeperów – co dosłownie tłumaczy się jako „strażników bram” i dobrze oddaje rolę usług tych dużych platform jako swoistych „bram do internetu” – i zapobieżenie monopolizacji przez nie rynku.
Nie jest zaskoczeniem, że za gatekeeperów UE uznaje m.in. firmy Alphabet, Amazon, Apple, ByteDance, Microsoft czy Metę. I właśnie Apple, Meta i Alphabet są obecnie poddane procedurom w ramach DMA.
Trzecim prawem, które jest solą w oku sojuszniczego wobec Doliny Krzemowej Waszyngtonu, jest AI Act – rozporządzenie UE z 1 sierpnia 2024 r, regulujące stosowanie sztucznej inteligencji tak, aby minimalizować ryzyko dla obywateli UE i praw człowieka.
Biały Dom wspiera Krzemową Dolinę
Tymczasem na inauguracji obecnego lokatora Białego Domu, oprócz Elona Muska, w pierwszym rzędzie gości siedzieli m.in. prezes Mety Mark Zuckerberg, Tim Cook z Apple i Sundar Pichai z Google, a wsparcie od prezydenta USA dla Big Techów to jego konsekwentna polityka.
Rządząca w USA konserwatywna prawica widzi unijne regulacje jako szkodzące ich biznesowi i łamiące wolność słowa. A tę zwolennicy Trumpa rozumieją zgodnie z literalną interpretacją Pierwszej Poprawki do konstytucji USA. Zakłada ona po prostu, że pisać i mówić wolno wszystko.
I choć UE odrzuca zarzuty rzekomej cenzury wymuszanej przez DSA, wskazując, że ponad 99 proc. moderacji platform dokonują one same, to amerykański Departament Stanu, cytowany przez Euronews, oświadczył, że „monitoruje rosnącą cenzurę w UE z wielkim zaniepokojeniem”. Według Reutersa zaś administracja Trumpa rozważa sankcje wobec urzędników zaangażowanych we wdrażanie DSA. Ta sama agencja pisze, że amerykański korpus dyplomatyczny prowadzi w unijnych stolicach lobbing przeciw regulacjom godzącym w amerykańskie firmy.
Rzecznik KE stwierdził 26 sierpnia w Brukseli, że oskarżenia, jakoby unijne prawa cyfrowe cenzurowały platformy internetowe, są „zupełnie błędne i bezpodstawne”.
Wcześniej, po negocjacjach handlowych, Komisja zaznaczała, że „bardzo wyraźnie oznajmiła Amerykanom, iż zmiany w regulacjach cyfrowych – DMA i DSA – nie są przedmiotem negocjacji”. Ale amerykańsko-europejski handlowy deal wciąż nie ma postaci pisemnej umowy międzynarodowej, a ostatni wspólny komunikat również nie tworzy obowiązku prawnego dla żadnej ze stron. A to oznacza, że można go zmieniać.
Ekspert radzi UE: Zimna krew i myślcie nad własnymi atutami
– Nadzieje na przyjęcie przez USA łagodniejszej linii ws. handlowych zostały rozwiane – kwituje w rozmowie z Deutsche Welle dr Tobias Gehrke, starszy analityk ds. geoekonomii i bezpieczeństwa gospodarczego z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR) – europejskiego think tanku z Brukseli. Jego zdaniem unijni decydenci powinni teraz zachować zimną krew.
Ekspert ECFR wskazuje, że choć groźby Trumpa w social mediach są głośne, to jeśli prezydent USA rzeczywiście będzie chciał wprowadzić nowe cła, potrzebuje do tego podstawy prawnej. A na to potrzeba trochę czasu.
– Tymczasem UE widzi, że polityka appeasementu kupiła jej tylko tydzień. Musi zacząć myśleć bardziej agresywnie – uważa dr Gehrke. Wskazuje, że Amerykanie i Chińczycy stosują taktykę brania „zakładników handlowych” jako atutów w negocjacjach, a UE też ma takie atuty.
Gehrke wspomina m.in. o instrumencie antyprzymusowym ACI – potężnym narzędziu, realnie umożliwiającym UE reagowanie sankcjami czy cłami na próby presji gospodarczej ze strony innych państw. Podkreśla też, że choć nad Europą wciąż wisi militarny miecz Damoklesa – czyli amerykański parasol bezpieczeństwa – to argument jego redukcji nie został użyty, a zamiast tego Trump zagroził ograniczeniami w eksporcie chipów – czyli nowoczesnych technologii, w tym wojskowych.
– Może przynajmniej zmotywuje to unijnych liderów, aby się zastanowić, jakie atuty mają i jak oraz kiedy ich użyć w ripoście na działania Ameryki – podkreśla analityk ECFR. I wskazuje, że z Komisji popłynął też – ustami komisarza ds. przemysłu Stephane’a Sejourne’a – sygnał, że być może będzie trzeba dokonać „ponownego przeglądu” amerykańsko-unijnego dealu handlowego, jeśli amerykańskie żądania deregulacji sektora cyfrowego są stawiane serio.
– Nie zdziwiłbym się, gdyby na przykład implementacja prawa obniżającego cła na amerykańskie towary spowolniła – mówi dr Gehrke. I podkreśla, że Bruksela rysowała czerwoną linię przy prawie cyfrowym przez wiele miesięcy i nikomu nie byłoby łatwo teraz przekraczać ją wstecz.