Uchodźcy w Niemczech: integracja bez kursu integracyjnego
20 lutego 2026
Müge Tuzcu Karakoc jest przekonana: bez kursu integracyjnego prawdopodobnie do dziś nie zaaklimatyzowałaby się w Niemczech. Turecka dziennikarka mieszka w Niemczech od siedmiu lat. Jednak dopiero w 2024 roku, gdy codziennie uczyła się niemieckiego – wraz z Ukrainkami, Syryjkami oraz Irankami – kraj, w którym mieszka, otworzył przed nią drzwi, opowiada: „Nauczyłyśmy się tam więcej niż jednego języka. Dzięki temu kursowi znów stałam się częścią codziennego życia i zdałam sobie sprawę, że mam szansę tutaj, w Niemczech”.
W przyszłości Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie chce już dawać tej szansy wszystkim uchodźcom; wnioski uchodźców z Ukrainy, osób ubiegających się o azyl, osób tolerowanych i migrantów z UE nie będą na razie zatwierdzane, a oni sami będą musieli zapłacić 1600 euro za kurs integracyjny z własnej kieszeni. Tylko w przypadku, gdy urząd pracy, urząd ds. cudzoziemców lub urząd pomocy społecznej zobowiązuje te osoby, Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) pokrywa koszty.
Decyzja ta jest niezrozumiała dla 42-latki. W rozmowie z DW mówi: „W tej chwili mam wrażenie, że Niemcy robią krok wstecz. Jeśli migranci nie mogą uczestniczyć w codziennym życiu, problemy się pogłębiają. Zamknięcie kursów integracyjnych nie sprawi, że migranci znikną”.
„Co za wzbogacenie!”
Petra Martin to kobieta, która w decydujący sposób pomogła Tuzcu Karakoc otworzyć drzwi do jej nowej ojczyzny. Od końca 2022 roku nauczyła setki migrantów w ramach kursów integracyjnych i przygotowała ich do życia w Niemczech. Decyzja Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zaskoczyła również niezależną wykładowczynię.
Jak powiedziała DW: „Te kursy są niezwykle ważne. Ktoś, kto nie mówi po niemiecku, nie ma szans w tym społeczeństwie. Jeśli ludzie nie są zintegrowani i nie wiedzą na przykład, jaka jest płaca minimalna w Niemczech, przyjmują kolejną niskopłatną pracę i są utrzymywani w poddaństwie”.
Kursy integracyjne obejmują zazwyczaj 700 godzin lekcyjnych: w większości przypadków migranci uczą się języka, ale program nauczania obejmuje również niemiecki system prawny, historię, kulturę i rozwój społeczny. Model ten sprawdza się od 20 lat – do tej pory w kursach wzięło udział prawie cztery miliony osób.
– Utrudniając dostęp, Niemcy wysyłają niewłaściwy sygnał, ponieważ potrzebujemy tych ludzi – w szpitalach, w opiece nad osobami starszymi i w służbie publicznej – krytykuje Martin: „Migranci chcą stać się częścią tego kraju, zrozumieć Niemcy i pracować tutaj. Zawsze myślę sobie: Boże, jakie to wzbogacające! A my ich hamujemy”.
„Tylko dla tych, którzy na pewno zostaną”
Jednak dla Ministerstwa Spraw Wewnętrznych pod kierownictwem Alexandra Dobrindta z CSU sprawa jest jasna: po co w obliczu ograniczonych środków finansowych wspierać integrację osób, które i tak nie mają tak zwanych „pozytywnych perspektyw pozostania”?
W odpowiedzi na zapytanie DW stwierdzono, że kursy integracyjne powrócą w ten sposób do swojego pierwotnego zadania: „Reagujemy na zmniejszoną liczbę migrantów i obniżamy wydatki. Ograniczamy niepożądane zachęty i ustalamy priorytety. Kursy integracyjne są dostępne przede wszystkim dla tych, którzy mogą pozostać w Niemczech na stałe”.
W przyszłości oferta będzie ponownie kierowana w sposób bardziej ukierunkowany: „Zasada pozostaje niezmienna: kto może pozostać na stałe, powinien otrzymać wsparcie, aby nauczyć się języka i szybko się zorientować”.
„Decyzja, która może być kosztowna”
Telefon do Natalii Pawlik. Polityk SPD od ubiegłego roku pełni funkcję pełnomocnika rządu federalnego ds. migracji, uchodźców i integracji. Jest obecnie bardzo poszukiwana przez niemieckie media, ponieważ decyzja Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wywołała duże poruszenie w kraju.
Natalia Pawlik uważa tę decyzję za błędną, przede wszystkim dlatego, że jest ona sprzeczna z wspólnym porozumieniem zawartym w umowie koalicyjnej, aby inwestować więcej w integrację i kontynuować kursy integracyjne: „Z punktu widzenia polityki integracyjnej absurdalne jest wymaganie od ludzi większej integracji, a jednocześnie odmawianie im możliwości jej osiągnięcia. W wyniku wstrzymania przyjmowania nowych osób tracą one cenny czas”.
Jest to sprzeczne z tym, co sprawdziło się w Niemczech od ponad 20 lat: „Nauka języka niemieckiego nie jest wynikiem, ale warunkiem szybkiej i udanej integracji. Promowanie nauki języka nie może zależeć od niepewnej prognozy dotyczącej perspektyw pozostania w kraju”.
Natalie Pawlik niepokoi przede wszystkim to, że w dłuższej perspektywie utrudniając dostęp do kursów integracyjnych, Niemcy strzelają sobie w stopę. Rozmawiała z wieloma pracodawcami i agencjami pracy, którzy powtarzali jej to samo: poniżej poziomu językowego B 1 bardzo trudno jest znaleźć pracę, a znajomość języka niemieckiego jest podstawowym warunkiem wejścia na rynek pracy: „Obecnie tworzy się niepotrzebne przeszkody, które ostatecznie prowadzą do tego, że ludzie dłużej pozostają zależni od świadczeń socjalnych i mają większe trudności z samodzielnym życiem”.
Jest to również niepokojące z ekonomicznego punktu widzenia: „Ponieważ ludzie muszą dłużej pobierać świadczenia socjalne, a państwo traci dochody z podatków. Brak inwestycji w integrację może nas później drogo kosztować”.
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW.