Zwrot w Reykjaviku. Czy Islandia szybko dołączy do UE?
1 marca 2026
Warszawskie spotkanie Donalda Tuska i Kristrun Frostadottir miało dwa kluczowe momenty.
Pierwszy, gdy polski premier dał swojej islandzkiej odpowiedniczce prezent, który doceni każdy Islandczyk – popularny na tej wyspie polski wafelek Prince Polo. Ważniejszy był ten drugi – gdy Frostadottir ogłosiła, że „w najbliższych miesiącach” Islandia przeprowadzi referendum ws. ponownego otwarcia przerwanych w 2013 roku negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską,
Tusk podkreślił, że byłby szczęśliwy, gdyby Islandia była częścią tej samej wspólnoty co Polska. Oba kraje mają wiele wspólnego – 6 proc. ludności atlantyckiej wyspy to polscy emigranci.
Islandia między izolacją a globalną polityką
– Od dawna uważam, że powinniśmy przynajmniej dokończyć negocjacje z Unią Europejską – mówi DW Gudrun (imię zmienione), 40-letnia mieszkanka Reyjkaviku. I nie jest wyjątkiem. Poparcie wśród Islandczyków dla integracji z Unią Europejską przez lata falowało, w ciągu ostatnich kilku lat wyraźnie wzrosło – a potem się ustabilizowało.
W sondażu Gallupa z marca ubiegłego roku 44,3 proc. badanych było za, 35,6 proc. przeciw, a reszta – niezdecydowana. Kolejne badanie, wykonane w dniach 21 stycznia – 2 lutego 2026 z pytaniem „czy Islandia powinna przystąpić do UE?”, dało wynik 42 proc. „za”, 42 proc. „przeciw” i 16 proc. niezdecydowanych. W tym samym badaniu wzrosło poparcie dla NATO, którego Islandia jest członkiem.
Islandzkie media cytują też badanie Prósent ze stycznia 2025 roku, które wskazuje na istotną różnicę w reakcji badanych na dwa różne pytania: około 45 proc. było wówczas za członkostwem w UE, ale aż 58 proc. popierało przeprowadzenie referendum o wznowieniu rozmów z Unią.
Kręta islandzka droga do UE
W 2009 roku, w szczycie globalnego kryzysu finansowego, Islandia pod rządami socjaldemokratów wystąpiła o akcesję do Unii Europejskiej po tym, jak upadły jej trzy największe banki. Ale już cztery lata później nowy rząd, złożony z eurosceptyków z Partii Niepodległości i rolniczej Partii Progresywnej wstrzymał negocjacje, bo gospodarka wyspy wyjątkowo szybko stanęła na nogi. W marcu 2015 roku kraj poinformował, że już nie zamierza kandydować do UE.
Ale sytuacja geopolityczna przez ostatnią dekadę drastycznie się zmieniła.
Oczy mocarstw zwróciły się na Arktykę. Globalne ocieplenie sprawia, że ten obszar nabiera coraz większego znaczenia handlowego i strategicznego.
Czy pretensje Stanów Zjednoczonych do duńskiej Grenlandii, które od kilku miesięcy są punktem zapalnym między USA a Unią Europejską, wpłynęły na islandzką opinię publiczną? Wyspa leży w dokładnie tym samym strategicznym arktycznym korytarzu, w prostej linii 290 km od Grenlandii, 800 km od Szkocji i ponad 20 300 km do najbliższego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Do tego nie ma armii, a jej bezpieczeństwo oparte jest na członkostwie w NATO i… bilateralnej umowie obronnej z USA z 1951 roku.
Koniec epoki luksusowej izolacji
– Wobec wszystkiego, co stało się na świecie w ciągu ostatnich kilku lat coraz jaśniejsze jest, że Islandia nie może po prostu funkcjonować w takim układzie, jak do tej pory. Ten świat już nie istnieje – uważa Gudrun. I przypomina, że jej kraj po raz pierwszy w historii przyjął politykę obronną, a jej zdaniem Islandczycy już nie mają „luksusu myślenia”, że to, co się dzieje na świecie, nie ma wpływu na ich kraj.
– Przez długi czas dyskusje o polityce obronnej i bezpieczeństwie to nie było coś popularnego. Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie to się trochę zmieniło, ale nie tak, jak w innych krajach nordyckich – mówi DW Gudrun. (Po inwazji Rosji na Ukrainę Szwecja i Finlandia bardzo szybko dołączyły do NATO – red.). – Nie jestem pewna, ale Grenlandia i Trump być może obudziły ludzi bardziej, niż Ukraina.
Czy jednak jest to czynnik, który może wpłynąć na zmianę postaw Islandczyków wobec UE?
Ekspert: Bezpieczeństwo to dla Islandii nowy czynnik
Jak mówi Deutsche Welle islandzki politolog, prof. Eirikur Bergmann, Islandczycy nigdy do tej pory nie debatowali o akcesji do UE w kontekście bezpieczeństwa swojego kraju.
– To nowy czynnik i nie widać jeszcze w badaniach wpływu takich wydarzeń, jak dojście Trumpa do władzy, obłożenie Islandii amerykańskimi cłami czy kwestia Grenlandii, na postawy społeczeństwa wobec Unii Europejskiej. To jest jeszcze dla Islandii kwestia niejasna – podkreśla Bergmann, dyrektor Centrum Studiów Europejskich na uniwersytecie Bifröst.
Zbliżenie UE i Islandii zaowocuje akcesją?
Po przyspieszonych wyborach w 2024 roku na Islandii ukształtował się centrolewicowy rząd. Premierka Frostadottir, 37-letnia liderka socjaldemokratów, zapowiedziała zorganizowanie referendum w sprawie wznowienia negocjacji z UE na nie później niż 2027 rok. Ta zmiana polityki zbiegła się w czasie z rosnącym momentum na rzecz integracji w samej Unii Europejskiej.
Akcesja Islandii w porównaniu z innymi aspirującymi obecnie do członkostwa krajami byłaby nieproporcjonalnie wręcz prosta. Według doniesień „Politico” Bruksela głowi się nad tym, jak mimo trwającej wojny i sytuacji geopolitycznej – a właściwie właśnie z tego powodu – odwrócić normalny proces akcesyjny do góry nogami i zaoferować Ukrainie ograniczone i rozszerzane z czasem, ale jednak członkostwo. Czarnogóra, aktualny lider wyścigu integracyjnego, niedawno zamknęła jedenasty rozdział negocjacyjny z trzydziestu trzech.
Tyle samo rozdziałów do chwili zamrożenia rozmów miała załatwione Islandia.
– Ton dyskusji o rozszerzeniu się zmienia – to słowa eurokomisarz ds. rozszerzenia UE, Marty Kos, która spotkała się niedawno z premierką Frostadottir w Brukseli. Islandka ma też za sobą spotkanie z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. W marcu szefowa KE ma odbyć podróż do Arktyki.
Suwerenność, niepodległość i ryby
UE kusi Islandię obietnicą przynależności do struktury zapewniającej bezpieczeństwo, oferującej, według von der Leyen, „stabilność i przewidywalność”. Nie bez znaczenia jest też to, że jako członek Europejskiego Obszaru Gospodarczego i strefy Schengen Islandia już inkorporowała znaczną część unijnego prawa do swojego systemu prawnego.
Tyle, że – jak wskazuje prof. Bergmann, pytania dotyczące UE obracały się zawsze na Islandii wokół gospodarki oraz niepodległości i suwerenności kraju.
– Islandia zawsze, od odzyskania niepodległości, twardo jej broniła, a społeczeństwo było niechętne do dołączania do jakiejkolwiek organizacji, w której członkostwo mogłoby się wiązać z ograniczeniem naszej suwerenności. I to zawsze był problem dla Islandczyków jeśli chodzi o członkostwo w Unii Europejskiej – przyznaje politolog, dodając, że o ile badania wskazują na jasną większość opowiadającą się za wznowieniem negocjacji z Brukselą, o tyle nie da się przewidzieć, jaki mógłby być wynik głosowania w kolejnym referendum – akcesyjnym.
A jednym z głównych powodów są ryby.
Ość niezgody: rybołówstwo
Rybołówstwo to jeden z najważniejszych sektorów gospodarki Islandii – jego produkty odpowiadają za 40 proc. eksportu. Tymczasem zgodnie z unijną Wspólną Polityką Rybołówstwa wszystkie statki rybackie UE mają równy dostęp do wód całej Unii (państwa członkowskie mogą ograniczać dostęp w strefie do 12 mil morskich), w UE istnieją też kwoty, limity i zasady połowowe. Islandia tak łatwo nie da sobie tu narzucić ograniczeń.
Które względy przeważą, gdy bogaci Islandczycy – piąty kraj na świecie pod względem PKB na głowę mieszkańca – pójdą głosować w referendum? Prof. Bergmann nie ma wątpliwości.
– Nasze potencjalne członkostwo w UE zależy w pełni od tego, czy negocjacje ws. rybołówstwa zakończą się po myśli Islandii, czyli pełną kontrolą łowisk. Żaden islandzki rząd nie podpisałby traktatu, który nie zabezpieczałby tej sprawy. To będzie główne wyzwanie negocjacyjne.