1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Ulga w Berlinie. Prąd wraca do mieszkań

Monika Stefanek opracowanie
7 stycznia 2026

100 tysięcy osób w ciemnych, zimnych mieszkaniach lub noclegowniach. Najdłuższa przerwa w dostawie prądu w powojennej historii Berlina była dla mieszkańców i służb ogromnym wyzwaniem. Teraz wraca normalność.

Pracownicy z kablami
Prace w Berlinie trwają dwutorowo: nad naprawą zniszczonych przyłączy i prowizorycznym rozwiązaniem tymczasowymZdjęcie: Lisi Niesner/REUTERS

Cztery dni po ataku na sieć energetyczną w południowo-zachodnim Berlinie wszystkie dotknięte nią gospodarstwa domowe mają dziś zostać ponownie podłączone do sieci. – Będziemy stopniowo przywracać sieć energetyczną na dotkniętych obszarach, począwszy od godziny 11:00 – ogłosił w środę, 7 stycznia, burmistrz Berlina Kai Wegner.

– Było to możliwe, ponieważ ogłosiliśmy stan wyjątkowy, łącząc w ten sposób niezbędne zasoby i procedury – kontynuował Wegner. – To była słuszna decyzja, aby pracować jednocześnie dwutorowo – pozwoliło to na pomyślne zakończenie napraw w miejscu awarii.

Początkowo prognozowano, że prąd uda się przywrócić dopiero w czwartek.

Wyłączenie generatorów awaryjnych

Władze pilnie zaapelowały do ​​mieszkańców południowo-zachodniej części miasta o wyłączenie swoich prywatnych generatorów awaryjnych najpóźniej do godziny 10:30. 

100 tysięcy osób tymczasowo bez prądu

Po podpaleniu mostu kablowego w dzielnicy Steglitz-Zehlendorf, do którego przyznała się lewicowa ekstremistyczna Grupa Wulkan, w sobotę (3 stycznia) rano 45 tysięcy gospodarstw domowych i 2 200 firm w południowo-zachodnim Berlinie było pozbawionych prądu. Według burmistrza miasta w sumie około 100 tysięcy osób zostało dotkniętych przerwą w dostawie prądu. Po tym, jak w ostatnich dniach część z nich została ponownie podłączona, operator sieci Stromnetz Berlin poinformował, że 19 900 gospodarstw domowych i 850 firm nadal nie ma prądu.

Prace przy naprawie przyłączy cały czas trwająZdjęcie: Sven Kaeuler/dpa/picture alliance

Według doniesień przerwa w dostawie prądu była najdłuższą w powojennej historii stolicy. Eksperci ze Stromnetz Berlin oraz spoza firmy pracowali intensywnie od soboty w dwóch lokalizacjach, stosując dwa różne podejścia do przywrócenia dostaw. Prace określono jako wysoce skomplikowane – także ze względu na utrzymujące się złe warunki pogodowe.

Zaledwie we wrześniu ubiegłego roku podpalenie w południowo-wschodniej części miasta doprowadziło do około 60-godzinnej przerwy w dostawie prądu. W tym czasie zakłóceniami dotkniętych było początkowo około 50 tysięcy odbiorców energii elektrycznej.

Stan wyjątkowy

Po ostatnim podpaleniu Berlin ogłosił w niedzielę stan wyjątkowy – ​​częściowo po to, aby móc zwrócić się do rządu federalnego o szybszą pomoc w radzeniu sobie z następstwami awarii. Na miejscu były między innymi niemieckie siły zbrojne, które pomagały w tankowaniu awaryjnych generatorów i dostarczaniu ludziom ciepłych posiłków.

Punkt wydawania posiłków i ciepłych napojów w ratuszu w dzielnicy ZehlendorfZdjęcie: Marlena Dumin

Dzięki awaryjnym generatorom kilka supermarketów zostało ponownie otwartych już w poniedziałek. W wielu obszarach przywrócono również zasięg sieci komórkowej, ponieważ wiele masztów komórkowych znów działało. Ludzie mogli się ogrzać, naładować telefony i zaopatrzyć w jedzenie i napoje w utworzonych noclegowniach i innych placówkach.

Kim są sprawcy?

Śledztwo w sprawie sprawców ataku nie przyniosło jak dotąd rezultatów. Policja wspomniała o bardzo szeroko zakrojonych działaniach na miejscu zdarzenia. Tak zwana „Grupa Wulkan”, która przyznała się do ataku w liście uznanym za autentyczny przez berlińskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, znana jest śledczym od dawna. Podejrzewa się, że kilkakrotnie atakowali infrastrukturę kolejową i sieć energetyczną.

W placówkach publicznych utworzono noclegownie i punkty, gdzie mieszkańcy mogli się ogrzać oraz naładować urządzenia elektryczneZdjęcie: Omer Messinger/AFP/Getty Images

W międzyczasie kilka mediów poinformowało o drugim liście, w którym domniemani sprawcy przyznali się do odpowiedzialności. Śledczy nie potwierdzili jeszcze tej informacji. List odrzucił spekulacje o udziale podmiotów zagranicznych. Ostatnio w niektórych mediach oraz w internecie krąży teoria, że ​​za atakiem może stać Rosja.

Politycy mówią o terroryzmie

Śledztwo przejęła Prokuratura Federalna w Karlsruhe. Z perspektywy najwyższego organu ścigania w Niemczech istnieje podejrzenie niekonstytucyjnego sabotażu, przynależności do organizacji terrorystycznej, podpalenia i zakłócenia w funkcjonowaniu służb publicznych.

Burmistrz Berlina Kai WegnerZdjęcie: Michael Ukas/dpa/picture alliance

Burmistrz Berlina Kai Wegner i senator miasta ds. wewnętrznych Iris Spranger zaklasyfikowali atak jako akt terroryzmu lub „terroryzmu lewicowego”. Sprawcy świadomie i celowo zaakceptowali ryzyko, że ludziom zostanie wyrządzona krzywda. Sekretarz generalny CDU, Carsten Linnemann, powiedział również w programie „Frühstart” stacji RTL i NTV: „To jest terror. To jest ekstremizm lewicowy".

(DPA, rbb/stef)

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>