USA. Miliony akt nazistów do wglądu
17 marca 2026
Długo były dobrze strzeżonym skarbem. Teraz amerykańskie Archiwum Narodowe udostępniło w Internecie – w dużej mierze zachowane – kartoteki członkowskie NSDAP (Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników, partia nazistowska istniejąca w latach 1920-1945 - red.).
„Historyczna sensacja”
Jak informuje „Der Spiegel”, na stronie archiwum można od kilku dni przeglądać „miliony kart z nazwiskami, datami urodzenia, numerami członkowskimi, datami przystąpienia oraz częściowo także zdjęciami portretowymi narodowo-socjalistycznych towarzyszy i towarzyszek partyjnych”. Wejście na stronę bywa trudne, „prawdopodobnie z powodu zbyt dużej liczby zapytań” – pisze niemiecki tygodnik, nazywając publikację akt „historyczną sensacją”.
Publikacja daje wgląd – choć niekompletny, bo nie zachowało się sto procent kartotek – w akta tych Niemców, którzy do 1945 roku przynajmniej na papierze wspierali rządy i zbrodnie nazistów.
Kartoteki członków NSDAP zostały w pełni udostępnione po raz pierwszy od czasów II wojny światowej. Można je przeglądać bez rejestracji. „To, o czym w wielu rodzinach do dziś się milczy, można teraz zbadać łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej, a dotyczy to zarówno badaczy, jak i zainteresowanych osób prywatnych” – pisze Frederik Seeler w „Spieglu”.
Czy (pra)dziadkowie byli nazistami?
Do 1945 roku do NSDAP przystąpiło około 8,5 miliona Niemców, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Dla każdego członka partia prowadziła kilka kart z danymi osobowymi: jedną w centralnym rejestrze w Monachium i drugą w rejestrach lokalnych w miejscach zamieszkania i przynależności partyjnej członków.
Nazistowscy biurokraci wypełniali karty w sposób skrupulatny. To, że przetrwały wojnę, zawdzięczamy jednemu człowiekowi: Hannsowi Huberowi, dyrektorowi papierni w Monachium-Freimann, który krótko przed końcem wojny zignorował polecenie partii, aby zniszczyć tony akt, i zamiast tego ukrył je w makulaturze.
W ten sposób zachowało się około 80 procent akt (przynajmniej w przypadku rejestrów lokalnych, prowadzonych dla jednostek terytorialnych o nazwie „Gau”). Po wojnie zostały one skonfiskowane przez armię amerykańską i przeniesione do specjalnie otwartego archiwum w Berlinie Zachodnim, Berlin Document Center.
Tam alianci korzystali z kartotek podczas przeprowadzania procedur denazyfikacyjnych. W ten sposób niemal niemożliwe było zaprzeczenie członkostwu w NSDAP. W latach dziewięćdziesiątych Amerykanie zwrócili dokumenty niemieckiemu państwu; obecnie znajdują się one w Archiwum Federalnym w Berlinie-Lichterfelde.
Niemcy i „ochrona prywatności”
Archiwum Federalne zdigitalizowało już kartoteki w rejestrze centralnym i w rejestrach lokalnych, ale do tej pory nie może ich udostępnić publicznie online ze względu na prawo członków NSDAP do prywatności. To wygasa w Archiwum Federalnym dopiero dziesięć lat po śmierci danej osoby lub 100 lat po jej urodzeniu.
Dla najmłodszych członków NSDAP (rok urodzenia 1928) oznaczałoby to, że ostatnie terminy wygasną w 2028 roku. „Celem Archiwum Federalnego jest oczywiście udostępnienie całego rejestru po upływie okresów ochronnych," napisała rzeczniczka w odpowiedzi na zapytanie tygodnika „Der Spiegel”. Jednak nie podała dokładnej daty.
Amerykanie wyprzedzają niemieckie archiwa
Teraz Archiwum Federalne zostało wyprzedzone przez amerykańskie Archiwum Narodowe, gdzie – jak widać –, przepisy dotyczące ochrony danych są mniej rygorystyczne. Jeszcze przed zwrotem akt do niemieckiego Archiwum Federalnego Amerykanie sporządzili kopie kartotek na mikrofilmach w latach dziewięćdziesiątych, a teraz niemal w całości je zdigitalizowali i udostępnili online pod koniec lutego br.
„Amerykańskie archiwum nie robiło szumu medialnego wokół publikacji, mimo że zbiór danych jest nie tylko historycznie ważny, ale także niezwykle obszerny – blisko 16,3 miliona zdigitalizowanych dokumentów” – podkreśla „Der Spiegel”.
Niełatwe poszukiwania wśród milionów akt
Za pomocą wyszukiwarki na stronie można w kilku kliknięciach dotrzeć do karty członka NSDAP – przynajmniej w teorii. Obsługa wyszukiwania nie jest jednak łatwa. „Osoby oczekujące przyjaznej bazy danych mogą być zawiedzione” – pisze niemiecki tygodnik.
„Wygląda to prosto, ale wyszukiwanie nie działa tak łatwo jak w Google,” mówi historyk Martin Clemens Winter z Uniwersytetu Lipskiego w rozmowie z tygodnikiem. W ostatnich tygodniach intensywnie korzystał on ze zdigitalizowanych kartotek członków NSDAP w ramach swoich badań dotyczących lipskiego przedsiębiorstwa zbrojeniowego HASAG. W źródłach udało mu się znaleźć kilku pracowników firmy oraz nadzorców z ich obozów pracy przymusowej, o których wcześniej nie miał żadnych danych.
Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>
Winter ostrzega, że wobec amerykańskiego archiwum „nie należy mieć zbyt wysokich oczekiwań”. Choć dzięki wyszukiwaniu pełnotekstowemu można przeszukiwać miliony wpisów, a automatyczne rozpoznawanie tekstu potrafi nawet odszyfrować stare niemieckie pismo, to system nie działa bezbłędnie. „Widzę niebezpieczeństwo, że zwłaszcza laicy mogą być rozczarowani, gdy nic nie znajdą,” mówi Winter dziennikarzowi „Spiegla”.
Na platformie Bluesky oraz na swoim blogu Winter wielokrotnie zamieszczał porady, odkrycia i konteksty. Również jeden z użytkowników na Reddict zebrał pierwsze wskazówki dotyczące obsługi.
Kluczowa informacja: data wstąpienia do NSDAP
Nawet jeśli znajdziesz kartę członkowską poszukiwanej osoby, powinieneś ostrożnie wyciągać wnioski – ostrzega historyk Winter. To bowiem „historyczna surówka”. Do odpowiedniego zaklasyfikowania odkrycia potrzebna jest wiedza historyczna i doświadczenie w pracy ze źródłami.
W aktach szczególnie data przystąpienia do NSDAP ma duże znaczenie. Kto przystąpił przed przejęciem władzy w 1933 roku, z większym prawdopodobieństwem był przekonanym nazistą i w partii uchodził za „starego bojownika”.
Jeśli ktoś z rodziny nie pojawia się w karcie członkowskiej, nie oznacza to automatycznie, że ta osoba nie była zaangażowana. Około 20 procent dokumentów z rejestrów lokalnych zaginęło, poza tym nie każdy Niemiec o nacjonalistycznych lub antysemickich poglądach automatycznie przystępował do partii. Czasami były długie listy oczekujących lub wstrzymania przyjęć, na przykład Austriacy i Niemcy Sudeccy nie mogli zostać członkami do 1938 roku.
Teraz łatwiej o informacje o przeszłości
„Praca z tymi aktami to doskonały początek, ale nie zastąpi wszechstronnych badań i konsultacji,” mówi Winter. Dla większości laików, jak i badaczy, droga wciąż wiedzie poprzez niemieckie Archiwum Federalne, gdzie przechowywane są oryginały i pracownicy mają dużą ekspertyzę.
Aby rozwiązać kwestię, czy przodkowie byli nazistami, nadal potrzebne będą wysiłki i badania, „jednak zdigitalizowana kartoteka członkowska Archiwów Narodowych (USA) znacznie ułatwia rozpoczęcie poszukiwań” – podkreśla „Der Spiegel”.