1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Von Moltke: „Mój ojciec był wrogiem nazistów”

Marta Thor Wrocław
23 stycznia 2026

„Mój ojciec przez całe życie był nieugiętym wrogiem nazistów” – wspomina w rozmowie z DW Helmuth Caspar von Moltke.

Helmuth Caspar von Moltke podczas uroczystego przyznania Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec (czerwiec 2025)
Helmuth Caspar von Moltke podczas uroczystego przyznania mu Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec (czerwiec 2025) Zdjęcie: Julien Then/DW

DW: Dokładnie 81 lat temu, 23 stycznia 1945 roku, naziści dokonali egzekucji na Pana ojcu. Helmuth James von Moltke był założycielem Kręgu z Krzyżowej, jednej z najważniejszych grup opozycyjnych w nazistowskich Niemczech. Pamięta pan ten dzień?

Helmuth Caspar von Moltke*: Między egzekucją mojego ojca a naszym wyjazdem z Krzyżowej minęło około dziewięciu miesięcy. Matka powiedziała mi wtedy tylko, że ojciec umarł. Dopiero gdy zobaczyłem ją później płaczącą, zacząłem dopytywać, dlaczego płacze. Odpowiedziała: „Z powodu twojego ojca”. A ja pytałem: „Dlaczego?”. Dla niej było to pocieszające, ponieważ widziała, że jako siedmiolatek nie byłem w stanie pojąć pełnego znaczenia tej straty – ojciec był nieobecny już od ponad roku. Dla małego dziecka to długi czas.

W czasie, kiedy pana rodzice Freya i Helmuth James przeprowadzali konspiracyjne spotkania w Krzyżowej, miał pan zaledwie cztery, pięć lat. Co pan z tego okresu pamięta?

- Niewiele, byłem zbyt mały. Moje życie koncentrowało się wtedy na zabawkach i kolegach do zabawy. Nie zauważałem nawet, że było więcej dorosłych, ponieważ dom na wzgórzu od zawsze był miejscem spotkań całej rodziny. Byłem przyzwyczajony, że przy stole obiadowym siedzi wiele osób.

Ale był pan świadomy jako dziecko, że trwa wojna?

- Wiedziałem, że jest wojna, ale przez długi czas nie wpływała ona na moje życie jakoś szczególnie uciążliwie. Krzyżowa była bardzo wiejska, a ponieważ mieliśmy majątek, byliśmy zaopatrzeni w żywność. Zmiany pojawiły się dopiero w czasie nalotów bombowych, kiedy u nas zakwaterowano wiele osób, głównie z rodziny. Dla mnie miało to nawet pozytywny skutek, bo było dużo dzieci i byłem czymś w rodzaju ich przywódcy. Paradoksalnie, jako dziecko bardzo dobrze wspominam ten czas.

Helmuth James Graf von Moltke przed sądem w Berlinie (rok 1944) Zdjęcie: Imago/ZUMA/Keystone

Moje jedyne prawdziwe wspomnienie wojenne pochodzi z okresu oblężenia Wrocławia (wówczas Breslau – red.) na początku 1945 roku. Z Krzyżowej widzieliśmy nocą race świetlne nad miastem. Wiedziałem, że tam toczą się walki i spadają bomby, a jednak wyglądały one spokojnie – jak powoli opuszczana choinka na horyzoncie. Ten kontrast pamiętam bardzo wyraźnie.

W kwietniu 1945 roku, gdy front zbliżył się do Krzyżowej, przez około cztery tygodnie wędrowaliśmy po Karkonoszach, po czym wróciliśmy.

Co w tym czasie docierało do pana z realiów reżimu nazistowskiego?

- W tamtym czasie Krzyżowa składała się może z dwudziestu domów. Nazistowski inspektor we wsi dokładnie wiedział, że sprzeciwialiśmy się nazistom. Nie budziło to w nim jednak resentymentów. W zasadzie po prostu pilnie wywieszał flagi, żebyśmy nie musieli tego robić sami. Na zewnątrz wszystko wyglądało więc poprawnie, ale wszyscy we wsi wiedzieli, jaka jest rzeczywista sytuacja.

Kiedy widział pan swojego ojca po raz ostatni i jak pana matka tłumaczyła jego nieobecność?

- Ostatni raz widziałem ojca w okresie Bożego Narodzenia i Sylwestra 1943 roku, w szpitalu we Wrocławiu. Potem już nie wrócił do Krzyżowej. Mocno odczuwałem, że nagle go nie ma. Nie rozumiałem tego. Dlaczego go zamknęli? Dlaczego nie może do nas wrócić? To były moje myśli. Wieczorami dużo się modliliśmy – to był nasz rytuał.

Zachęcany przez dorosłych pisałem do niego listy do więzienia. Dopiero co nauczyłem się pisać, więc opisywałem mu swój dzień w szkole i przyklejałem do listów kwiatki. List trafił do Ravensbrück. I właśnie ten list się zachował. Nigdy go nie wyrzuciłem. Później przekazałem go Miejscu Pamięci KL Ravensbrück, bo uznałem, że to odpowiednie miejsce.

Czy ojciec odpowiedział na któryś z listów?

- Zachował się tylko jeden długi, szczegółowy list, w którym opisywał mojemu bratu Konradowi i mnie, jak wyglądała jego młodość w Krzyżowej. Napisał go w pierwszych dniach uwięzienia, w celi centrali Gestapo przy Prinz-Albrecht-Strasse w Berlinie – miejscu niezwykle ponurym. A jednak opisał w nim romantyczną historię swojej młodości na Śląsku, we wszystkich jej aspektach – tych trudnych i tych zabawnych. List był pełen życia i miał dla nas ogromną wartość. Myślę, że także dla niego, bo kierował swoje myśli ku innym, szczęśliwszym czasom.

Freya von Moltke z synami: Helmuthem Casparem (po lewej) i KonrademZdjęcie: Helmuth Caspar von Moltke

Korespondencja między pana rodzicami jest do dziś jednym z najważniejszych świadectw niemieckiego oporu wobec nazizmu. Kiedy po raz pierwszy pan te listy przeczytał i zrozumiał, co się wtedy wydarzyło?

- Miałem wtedy dziesięć albo jedenaście lat. Moja matka dość szybko udostępniła te listy i opis procesu – ukazały się już pod koniec lat czterdziestych w Anglii, jeszcze przed wydaniem niemieckim. Mieszkaliśmy wtedy w Republice Południowej Afryki, chodziłem do szkoły anglojęzycznej i mogłem je bez problemu zrozumieć.

Około 1950 roku zobaczyłem listy po raz pierwszy, początkowo tylko listy ojca – nie odpowiedzi matki. Dopiero wiele dziesięcioleci później zrozumiałem, jak bardzo istotna, emocjonalna i pomocna musiała być ta korespondencja dla obojga rodziców. Moja matka długo nie chciała, aby jej listy były publikowane za jej życia, ponieważ bardzo otwarcie pisała w nich o swoich uczuciach. Uważała taki wgląd za niewłaściwy.

Rozmawiał pan kiedyś z matką o tych listach jako formie przepracowania przeszłości?

- Może nie wprost, ale zawsze było dla nas jasne, że moja matka żyła z tą więzią z ojcem i z tym długim pożegnaniem. I że ten czas był jednym z decydujących okresów jej życia. Kopię ostatniego listu ojca znalazłem przy jej łóżku w chwili śmierci.

W przeciwieństwie do innych członków Kręgu z Krzyżowej pana ojciec nie został skazany za udział w zamachu na Hitlera, lecz wyłącznie za swoje myślenie.

- Mój ojciec przez całe życie był nieugiętym wrogiem nazistów. Miał jednak zasadnicze, moralne zastrzeżenia wobec zamachu z 20 lipca 1944 roku, ponieważ wątpił, czy sam zamach mógłby zmienić sytuację polityczną i społeczną w Niemczech. Z tego powodu był w kręgu oporu raczej myślicielem idącym pod prąd. Dla Kręgu z Krzyżowej kwestia ta nie była jednak kluczowa, ponieważ nie chodziło tam o sposób obalenia reżimu, lecz o przygotowanie Niemiec na czas po narodowym socjalizmie.

Ojciec bardzo wyraźnie rozróżniał między tym, co naziści określali jako zdradę stanu – czyli rozważanie i aktywną pracę nad obaleniem reżimu – a zdradą kraju w sensie przekazywania tajemnic państwowych wrogowi. Sam mówił, że zrobił pewne rzeczy, z których naziści nie byliby zadowoleni i których zapewne się domyślali. Wtedy za to groziła kara śmierci.

Kiedy uświadomił sobie pan wagę historii swoich rodziców?

- Stało się to stosunkowo szybko. W anglojęzycznej szkole w Kapsztadzie wśród moich kolegów były dzieci mężczyzn, którzy walczyli przeciwko Niemcom. Dla nich Niemcy byli wrogiem. Zdarzało się więc, że niektórzy nazywali mnie nazistą. Byłem pewien, że to nieprawda. Wiedziałem, że mój ojciec nie był nazistą. Ta świadomość była w codziennym życiu małego chłopca bardzo pomocna.

Freya von Moltke w 2004 roku podczas uroczystości upamiętniających 60. rocznicę zamachu na Adolfa HitleraZdjęcie: AP

Postawa i śmierć mojego ojca były dla mnie przez całe życie wsparciem. Dlatego zawsze zależało mi na tym, aby jego nazwisko pozostało znane, a to, co zrobił, było właściwie przedstawione w historii.

A co chciałby pan dziś przekazać młodym ludziom o swoich rodzicach i Kręgu z Krzyżowej?

- Zależy mi na tym, aby młodzi ludzie wiedzieli, że w czasach reżimu nazistowskiego w Niemczech byli także tacy, którzy niezłomnie trwali przy zasadach demokratycznych. To jest dziedzictwo mojego ojca. Republika Federalna Niemiec przez ponad 80 lat je niosła dalej, ale on sam musiał je wówczas wywalczyć. I uważam, że warto to robić dziś tak samo, jak wtedy.

*Helmuth Caspar von Moltke (ur. w 1937 roku) –  syn Helmutha Jamesa Grafa von Moltke i Freyi von Moltke, współtwórców Kręgu z Krzyżowej – jednej z najważniejszych niemieckich grup oporu wobec narodowego socjalizmu. Von Moltke został powieszony przez nazistów 23 stycznia 1945 roku w berlińskim więzieniu Plötzensee. Korespondencja rodziców jest jednym z najważniejszych świadectw niemieckiego oporu wobec nazizmu.

Od lat 90. ubiegłego stulecia Helmuth Caspar von Moltke angażuje się w działalność w Krzyżowej – dawnym majątku rodziny, a obecnie miejscu dialogu europejskiego – oraz w upowszechnianie wiedzy o Kręgu z Krzyżowej i korespondencji swoich rodziców.

W 2025 roku Helmuth Caspar von Moltke otrzymał najwyższe niemieckie odznaczenie cywilne – Order Zasługi Republiki Federalnej Niemiec – za wieloletnie zaangażowanie na rzecz pamięci o Kręgu z Krzyżowej i dialogu polsko-niemieckiego.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na facebooku! >>