Węgry: polowanie na miliardy systemu Orbana
8 września 2026
„Odzyskiwanie majątku” – za tym terminem, który nawet w języku węgierskim brzmi nieco biurokratycznie, kryje się jedna z najważniejszych obietnic wyborczych nowego rządu na Węgrzech. Premier Peter Magyar i jego partia Tisza chcą odzyskać dla państwa środki i aktywa, które za rządów Viktora Orbana w wątpliwy sposób trafiły do oligarchów, partyjnych sojuszników, figurantów lub rodziny autokraty. Chcą też pociągnąć do odpowiedzialności prawnej tych, którzy bezprawnie czerpali z tego korzyści.
Chodzi o szeroko zakrojoną operację antykorupcyjną. I właśnie tego wielu Węgrów oczekuje od nowego rządu przede wszystkim: skradzione miliardy mają wrócić do państwa. Wielu chce również „usłyszeć trzask kajdanek” i zobaczyć beneficjentów systemu Orbana za kratkami, o czym często można przeczytać w mediach społecznościowych.
Zdaniem wielu obserwatorów sukces lub porażka w odzyskiwaniu majątku będzie miała decydujący wpływ na polityczną przyszłość Magyara i jego partii. Nic dziwnego, bo chodzi o gigantyczne kwoty, które za rządów Orbana prawdopodobnie przepłynęły w sposób niezgodny z prawem. W kampanii wyborczej Magyar mówił o kwocie odpowiadającej około 60 miliardom euro. Obecnie pojawiają się szacunki nawet trzykrotnie wyższe.
Kara i sprawiedliwość
W świadomości społecznej kraju kwoty te kojarzą się z obrazami dekadenckiego luksusu systemu Orbana: rodziną byłego premiera, jego partyjnymi kolegami i oligarchami, którzy mieszkają w luksusowych rezydencjach, latają prywatnymi samolotami, spędzają wakacje na luksusowych jachtach i raz po raz wygrywają wielomiliardowe przetargi publiczne.
Ale oczywiście chodzi o coś więcej: cała kasta działaczy Fideszu i osób z otoczenia partii, a także bliscy Orbanowi przedsiębiorcy, artyści, naukowcy czy dziennikarze byli przez lata hojnie utrzymywani z publicznych pieniędzy, podczas gdy ich główną kwalifikacją była właściwie jedynie lojalność wobec Orbana.
Temu przeciwstawiają się zubożenie wielu Węgrów, exodus młodych ludzi z kraju, zaniedbana, a miejscami całkowicie zrujnowana infrastruktura publiczna, bardzo trudna sytuacja w szkołach i szpitalach oraz ogromny deficyt budżetowy, wynoszący obecnie 7,5 procent PKB. W obliczu tej dysproporcji na Węgrzech silne jest pragnienie kary i sprawiedliwości.
Wyjątkowo szerokie uprawnienia
Niecałe cztery miesiące po objęciu urzędu przez rząd Magyara operacja antykorupcyjna rozpoczęła się również w praktyce. Po utworzeniu pod koniec lipca na mocy ustawy Krajowego Urzędu ds. Odzyskiwania i Ochrony Majątku (NVVH) w nadchodzących tygodniach będzie trwało jego organizowanie. Jedno jest już jasne: będzie to „superinstytucja” o wyjątkowo szerokich uprawnieniach i możliwie największej niezależności.
Od czasu przemian ustrojowych w latach 1989/90 na Węgrzech nie istniał organ taki jak NVVH, mimo że kraj go potrzebował. Prywatyzacja majątku publicznego i państwowego z czasów komunistycznej dyktatury przebiegała na Węgrzech, podobnie jak niemal wszędzie w byłym bloku wschodnim, w dużej mierze w sposób oszukańczy. Tylko w nielicznych przypadkach pociągało to za sobą konsekwencje. Gdy w 2010 roku do władzy doszedł Viktor Orban, podjęto połowiczną próbę rozliczenia notorycznej korupcji socjalistyczno-liberalnego rządu poprzedników pod przewodnictwem Ferenca Gyurcsánya – spełzła ona na niczym.
Kontrowersje wokół nominacji
Tym razem ma być inaczej. NVVH z jednej strony będzie badać, dokąd w przeszłości trafiały środki publiczne i w jaki sposób wykorzystywano majątek, na przykład nieruchomości. Chociaż nie przewidziano konkretnej daty granicznej, dochodzenia będą dotyczyć głównie wydarzeń z okresu rządów Orbana, a więc spraw od 2010 roku.
Z drugiej strony urząd ma się również zajmować prewencyjną ochroną majątku i w związku z tym będzie monitorował, czy środki publiczne i majątek są w przyszłości wykorzystywane zgodnie z prawem. NVVH ma uprawnienia zarówno policyjne, jak i prokuratorskie, może więc prowadzić dochodzenia i wnosić oskarżenia. Odpowiada wyłącznie przed parlamentem.
Podobnie jak już kilkakrotnie od czasu objęcia urzędu przez rząd Magyara, również utworzeniu NVVH towarzyszyły kontrowersje personalne. Pod koniec ubiegłego tygodnia parlament mianował 46-letnią politolożkę Annę Unger z Uniwersytetu im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie szefową nowego urzędu. Jest ekspertką w dziedzinie systemów politycznych, instytucji demokratycznych oraz finansowania partii i została wybrana na to stanowisko w wieloetapowym procesie spośród niemal stu kandydatów i kandydatek.
Dotychczas mało znana
Unger była dotąd mało znana szerszej opinii publicznej, dlatego jej nominacja zaskoczyła wielu obserwatorów. Chociaż w swoich badaniach zajmowała się także korupcją polityczną, nie jest uznaną ekspertką w tej dziedzinie, a ponadto nie jest prawniczką. Wielu spodziewało się raczej, że stanowisko obejmie uznany prawnik lub ekspert ds. zwalczania korupcji, na przykład Miklós Ligeti, szef działu prawnego Transparency International na Węgrzech.
Ligeti, który również złożył liczącą się kandydaturę, jest jednak brany pod uwagę jako jeden z zastępców. Łącznie Unger będzie miała czterech zastępców o różnych kompetencjach. Na stanowisko zastępczyni ds. dochodzeń mianowano już renomowaną prokurator Katalin Tasnády, która wcześniej pracowała w Centralnej Prokuraturze Śledczej.
Przedstawiciele rządu uzasadnili wybór Unger tym, że w swojej kandydaturze przedstawiła kompleksową wizję polityczną funkcjonowania urzędu. Sama podczas przesłuchania w parlamencie stwierdziła, że na Węgrzech za rządów Orbana chodziło o coś więcej niż tylko klasyczną korupcję. Panował tam raczej system feudalny. Według Unger oprócz zadośćuczynienia i odzyskania majątku należy również szczegółowo ujawnić mechanizm jego przejmowania, aby zapobiec ponownemu powstaniu takich warunków.
Czekanie na wyroki
Największe kontrowersje wywołała wypowiedź Unger, zgodnie z którą nierozsądne jest oczekiwanie, że w ciągu pierwszej sześcioletniej kadencji urzędu zapadną prawomocne wyroki w dużych sprawach korupcyjnych. Znany wideobloger i publicysta Pobert Puzser nazwał tę wypowiedź na Facebooku „miażdżącą”. Premier otrzymał w wyborach „bezprecedensowe uprawnienia do pociągnięcia do odpowiedzialności tych, którzy ograbiają kraj”. Gdyby Węgrzy musieli teraz czekać na to sześć lat, doprowadziłoby to do porażki rządu Tiszy.
Premier Magyar zareagował z dużą irytacją na powszechną krytykę tego, że na czele NVVH nie stoi prawniczka. „Nigdy nie było obietnicy, że naród, jak w programie castingowym, będzie głosował nad tym, kto kieruje NVVH” – napisał na Facebooku. Eksperci uznali Unger za odpowiednią osobę na to stanowisko.
Jak ocenia politolog Gábor Török w podcaście portalu 24.hu, proces tworzenia urzędu pokazuje, że NVVH będzie po części „urzędem do spraw historii”, a po części „silną instytucją polityczną”. Celem jest rozliczenie przeszłości. Społeczeństwo oczekuje od partii Tisza „gruntownego rozliczenia” ze starym systemem. Rząd może zachować pokładane w nim zaufanie tylko wtedy, gdy nie powstanie wrażenie, że „winowajcy poprzedniego porządku” uniknęli odpowiedzialności.
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW.