Wojna w Iranie. Dlaczego cena złota nie rośnie?
17 marca 2026
Jedna z najbardziej znanych mądrości giełdowych brzmi: „Kupuj, gdy armaty grzmią!" Innymi słowy, gdy wybucha wojna i czasy stają się niepewne, należy inwestować.
Ci, którzy chcą zabezpieczyć swoje pieniądze, często inwestują w złoto – nawet jeśli w niepewnych czasach nie jest ono tanie. W szczególności w czasach kryzysu, gdy wybucha pandemia lub wojna, złoto staje się poszukiwanym dobrem. Wówczas jego cena wzrasta, jak miało to miejsce w pierwszych tygodniach tego roku.
Przy rosnących cenach zainwestowany kapitał można nie tylko zabezpieczyć, ale nawet, przy odrobinie szczęścia, pomnożyć. Czy mamy zatem obecnie dobre czasy dla spekulantów?
Złoto nie jest raczej inwestycją spekulacyjną, lecz produktem zabezpieczającym. Na to wskazuje rozwój ceny złota w ostatnich miesiącach, która osiągała coraz to nowe rekordowe poziomy – analogicznie do napiętej sytuacji geopolitycznej. Jak jednak podaje portal porównawczy Gold.de, swoje dotychczasowe „wszechczasowe maksimum" ten szlachetny metal osiągnął 28 stycznia 2026 roku, gdy cena wyniosła 5417,60 USD (4,721.40 €) za uncję.
Jednak, pomimo zwiększonej niepewności na rynku i wojny USA przeciw Iranowi rozpoczętej 28 lutego, cena dalej nie rosła. Tydzień po rozpoczęciu wojny złoto chwilowo notowane było jeszcze na poziomie 5327,42 USD, a obecnie oscyluje między 5000 a 5200 USD.
Teraz armaty grzmią...
Michael Hsueh, szef działu badań metali w Deutsche Bank, nie jest zaskoczony. Ceny złota są na ogół wyższe po wydarzeniu kryzysowym, jednak istnieją odstępstwa od reguły. Powiedział DW, że Deutsche Bank zaobserwował to na przykład w ubiegłym roku po atakach Izraela na Iran.
... a złoto nie drożeje
Taką obserwację czyni także Carsten Fritsch, analityk surowców w Commerzbank, przyglądając się obecnemu konfliktowi. – Cena złota nie mogła skorzystać na niepewności związanej z wojną w Iranie – powiedział DW, dodając: „Wręcz przeciwnie, notowana jest nawet niżej niż przed rozpoczęciem wojny".
Fritsch ma przede wszystkim dwa wyjaśnienia tego zjawiska: złotem nie handluje się w dolarach. Wraz z umocnieniem dolara amerykańskiego, złoto staje się droższe dla nabywców z innych walut. Z ich strony popyt maleje, co sprawia, że cena ma tendencję do spadku.
Ponadto rosnące ceny ropy prowadzą do wyższych cen. Przy wyższej inflacji obniżenie stóp procentowych przez amerykański bank centralny staje się mniej prawdopodobne. Oczekiwanie inwestorów, że stopy pozostaną raczej na wyższym poziomie, czyni złoto mniej atrakcyjnym, ponieważ złoto nie przynosi odsetek, podczas gdy inne inwestycje już tak.
Zarówno umocnienie dolara amerykańskiego, jak i znaczny wzrost cen ropy negatywnie wpływają na cenę złota, podsumowuje Fritsch.
Przegrzany rynek
Wolfgang Wrzesniok-Roßbach, dyrektor zarządzający firmy Fragold GmbH i doradca prywatnych oraz instytucjonalnych inwestorów, nie jest zaskoczony obecnymi cenami złota. Wskazuje na uspokojenie rynku. – Wzrost ceny złota oraz notowań innych metali szlachetnych w ostatnim kwartale i w styczniu był oderwany od rzeczywistych fundamentalnych danych, a zatem ostatnio całkowicie przesadzony – analizuje.
Jak zauważa w rozmowie z DW, silny wzrost cen doprowadził „do tego, że zapotrzebowanie na złoto w postaci biżuterii, ważne dla rynku złota, w czwartym kwartale osiągnęło najniższy poziom od 15 lat. Banki centralne również były ostrożne wobec wysokich cen; 230 ton to drugi najsłabszy wynik w zapotrzebowaniu ze strony banków centralnych w czwartym kwartale z ostatnich pięciu lat".
Hossa na rynku złota wynika z różnych czynników wpływających na ceny, takich jak m.in. „zakupy inwestorów i spekulantów, którzy obstawiali spadki". W celu ograniczenia strat muszą oni teraz nabywać złoto na wyższym poziomie cenowym. – Wyraźny spadek 30 stycznia i później wyraźnie pokazał poprzednią przesadę – konkluduje ekspert.
Podobnie widzi to Carsten Fritsch. – Wzrost cen w styczniu był przesadą i nie można go już wyjaśnić tradycyjnymi czynnikami. Ogrywają tu także rolę chciwość i obawa przed przegapieniem wzrostu cen – wyjaśnia.
Nie wszystko złoto, co się świeci
Nie tylko złoto przeżywa obecnie dobry okres. Również srebro cieszy się dużym popytem i dlatego jest drogie. Jednak Wrzesniok-Roßbach nie widzi bańki spekulacyjnej w przypadku tego metalu szlachetnego. – Jeśli chodzi o cenę srebra, widzę, że jest ona rzeczywiście dobrze ugruntowana i moim zdaniem powinniśmy się na stałe przygotować na wysokie poziomy cenowe i całkowitą rewaluację – mówi dyrektor firmy Fragold.
Frank Schallenberger, ekspert ds. surowców w Landesbank Baden-Württemberg (LBBW), ma inne zdanie. Popyt na srebro, wręcz przeciwnie, będzie się według niego zmniejszać. – W nadchodzących miesiącach przewiduje się, że malejąca dynamika w przemyśle fotowoltaicznym, słaba koniunktura światowa oraz dalszy spadek popytu na biżuterię obciążą cenę srebra – twierdzi.
I co dalej?
Na pytanie o prognozy, Schallenberger kreśli zróżnicowany obraz rynku srebra. Wątpi w to, „by rynek srebra w 2026 roku po raz szósty z rzędu wykazywał deficyt podaży”. Jeśli sprzedaż srebrnych papierów dłużnych na giełdach (ETC) utrzyma się w dalszej części roku, bilans rynku może łatwo przejść w nadwyżkę podaży.
Wolfgang Wrzesniok-Roßbach przewiduje natomiast wzrost cen srebra, głównie z powodu „elektryfikacji świata, a zwłaszcza fotowoltaiki". Nie byłby zaskoczony, „gdyby cena srebra wkrótce ustabilizowała się na poziomie powyżej 100 USD za uncję".
Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>
Co do ceny złota, Frank Schallenberger ostrzega przed ostrożnością. – Już chronicznie słabe zapotrzebowanie na biżuterię oraz ostrożność banków centralnych w zwiększaniu swoich rezerw złota będą hamować dynamikę hossy złota w nadchodzących miesiącach. Polityka USA pozostaje czynnikiem niepewności, ponieważ nadal może przynosić niespodzianki na rynkach finansowych – wyjaśnia ekspert. Na pocieszenie dodaje: „Złoto prawdopodobnie nadal będzie postrzegane jako bezpieczna przystań".
– Jeśli wojna się zakończy, to dolar amerykański i cena ropy powinny znów spaść, co byłoby pozytywne dla cen złota i srebra – mówi Carsten Fritsch z Commerzbanku, patrząc w nadzieję na bliską przyszłość. To, czy ceny wzrosną, „będzie mocno zależeć od tego, jak wzrost cen ropy wpłynie na inflację i jak zareagują na to banki centralne".