Wojna w Iranie. Pokój nie rozwiąże kryzysu energetycznego
8 czerwca 2026
Nawet jeśli politycy, przedsiębiorcy i inwestorzy kurczowo trzymają się tej myśli, przedstawiciele przemysłu naftowego, żeglugi i gospodarki zakładają coś zupełnie przeciwnego. Ostrzegają, że nawet gdyby zapanował pokój, rynki energetyczne i globalne łańcuchy dostaw w żadnym wypadku nie powróciłyby natychmiast do normalności. Skutki tego konfliktu mogą być odczuwalne jeszcze przez wiele miesięcy, a nawet lat.
Amin Nasser jest dyrektorem generalnym Saudi Aramco, największego producenta ropy naftowej w krajach Zatoki Perskiej. W zeszłym miesiącu powiedział inwestorom, że „powrót rynku do równowagi potrwa miesiące”. Gdyby blokada trwała choćby kilka tygodni dłużej, „normalizacja potrwałaby do 2027 roku”.
Pomimo kruchego zawieszenia broni i wielokrotnie nieudanych rozmów pokojowych, przez wąską cieśninę między Iranem a Omanem nadal przepływa tylko ułamek zwykłej liczby statków. Ceny ropy naftowej utrzymują się na poziomie około 30 procent powyżej poziomu sprzed wojny, co prowadzi do znacznego wzrostu cen benzyny, oleju napędowego i nawozów. Te dodatkowe koszty napędzają inflację na całym świecie i zakłócają łańcuchy dostaw. Ceny żywności na całym świecie rosną, ponieważ nawozy, w których produkcji ważną rolę odgrywa gaz ziemny, stają się dla rolników coraz droższe.
Wznowienie działalności z przerwami
Eksperci podkreślają, że po zawarciu porozumienia pokojowego armatorzy musieliby najpierw odzyskać wystarczające zaufanie, aby ponownie wysłać swoje załogi do regionu Zatoki Perskiej. Mogłoby to oznaczać okres obserwacji trwający od 30 do 45 dni. Ponadto należałoby wprowadzić środki bezpieczeństwa chroniące przed sporadycznymi atakami na statki, w tym międzynarodowe patrole morskie.
Właściciele statków i załogi nadal zachowują szczególną ostrożność, ponieważ ataki na statki w cieśninie Ormuz wciąż się zdarzają – powiedział 29 maja szef koncernu energetycznego Chevron Mike Wirth w rozmowie z agencją informacyjną Bloomberg. Tylko w zeszłym tygodniu zaatakowano kilka statków. Dodał, że ponowne otwarcie cieśniny Ormuz byłoby prawdopodobnie procesem pełnym przerw.
– Wystarczy jeden atak na statek, aby odstraszyć zdecydowaną większość – powiedział DW Neil Crosby z firmy badawczej Sparta Commodities. W międzyczasie armatorzy zastąpili swoje przychody z regionu Zatoki Perskiej innymi rejsami. – Po co więc ryzykować? – pyta Crosby. Składki za ryzyko wojenne związane z przepływem przez cieśninę Ormuz gwałtownie wzrosły w Lloyd's of London, wiodącym na świecie rynku ubezpieczeń morskich. Nawet po wejściu w życie zawieszenia broni 8 kwietnia utrzymują się one na wysokim poziomie.
Gdy cieśnina zostanie zabezpieczona, statki, które utknęły w Zatoce Perskiej, będą mogły ją opuścić bez przeszkód, podczas gdy inne statki z bardziej odległych portów, niektóre z nich po drugiej stronie globu, wyruszą w kierunku cieśniny Ormuz, aby zabrać nowy ładunek. – Proces ten może potrwać osiem tygodni lub dłużej, w zależności od tego, ile czasu zajmą poszczególne etapy – ostrzega Crosby.
Kontrole bezpieczeństwa opóźniają wznowienie pracy
Uszkodzenia infrastruktury energetycznej w państwach Zatoki Perskiej spowodują kolejne opóźnienia. Ucierpiały dziesiątki pól naftowych, rurociągów, rafinerii oraz instalacji LNG. Według firmy doradczej Rystad Energy, koszt ich odbudowy szacowano w kwietniu na kwotę od 21,7 do 50,3 mld euro.
Najpoważniejsze zniszczenia dotknęły ogromny katarski terminal skroplonego gazu ziemnego (LNG) w Ras Laffan. Irańskie ataki powietrzne na ten obiekt wyłączyły z eksploatacji 17 procent krajowych mocy produkcyjnych w zakresie LNG. Przedstawiciele władz Kataru ostrzegają, że naprawy niezbędne do pełnego przywrócenia funkcjonowania instalacji mogą potrwać od trzech do pięciu lat.
Ponadto producenci LNG mogą spędzić jeszcze wiele lat na rozstrzyganiu sporów umownych dotyczących niedostarczonych dostaw, a zaległości w realizacji zamówień mogą wpływać na plany transportowe aż do przyszłego roku – wyjaśnili prawnicy w rozmowie z S&P Global Energy Platts, wiodącym dostawcą wskaźników referencyjnych cen energii i surowców. Obejmowały one również sporne roszczenia z tytułu „siły wyższej”, czyli oświadczenia prawne, zgodnie z którymi wojna uniemożliwiła obiecaną dostawę skroplonego gazu ziemnego.
Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>
Również inne zakłady energetyczne czekają tygodnie lub miesiące napraw i prac konserwacyjnych. Już sam fakt długich przerw w produkcji powoduje komplikacje i konieczność przeprowadzenia kompleksowych kontroli bezpieczeństwa. W zakładach produkcyjnych, które stoją od marca, narosło ciśnienie, pojawiły się osady i trzeba sprawdzić, czy nie ma korozji. Wymaga to dokładnych inspekcji i ostrożnego ponownego uruchomienia, aby uniknąć wypadków. Poza tym już przed wojną brakowało części zamiennych.
Rezerwy ropy się wyczerpują
Crosby spodziewa się ponadto, że do lata pojawi się „problem z zapasami”, ponieważ inne sektory światowego rynku ropy tymczasowo zrekompensowały niedobory dostaw z regionu Zatoki Perskiej. Na przykład Stany Zjednoczone od początku wojny zwiększyły wydobycie ropy do rekordowego poziomu. Chiny w większym stopniu sięgnęły po własne strategiczne rezerwy ropy i zmniejszyły import ropy o 3,5 mln baryłek dziennie. Również państwa członkowskie Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) sięgnęły po swoje rezerwy ropy.
Środki te nie są jednak trwałe. W najbliższych miesiącach zapasy ropy w USA prawdopodobnie osiągną niebezpiecznie niski poziom, podczas gdy Chiny wkrótce będą musiały wznowić import i ponownie konkurować z resztą świata o ograniczone zasoby. Szef IEA Fatih Birol ostrzegł w zeszłym miesiącu, że nadwyżka ropy przed wojną pomogła złagodzić pierwszy wstrząs, ale rynek ropy może wejść w „fazę krytyczną” w lipcu lub sierpniu z powodu wyczerpujących się zapasów.
- Gdy tylko [zapasy ropy] się wyczerpią, wyższe ceny będą nieuniknione. Tylko wyższe ceny mogą naprawdę ograniczyć popyt – mówi Crosby w rozmowie z DW. Ostrzega, że cena ropy może się podwoić, a wtedy staniemy w obliczu globalnej recesji.
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Angielskiej