1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Wprowadźmy podatek od kocich kup!

19 września 2011

Jeżeli słyszy się tego typu propozycję prowadząc samochód, to noga robi się ciężka jak kloc. Podatek od kota? – coś takiego! Miauczący lobbysta pracuje dla Władzy, albo karze za ślepą miłość…

Zdjęcie: AP

Poszyło o to, że koty – podobnie jak psy – brudzą. Jednak pogląd na brud, albo ustalenie, kto tu brudas – zwierzę czy jego właściciel, zależy oczywiście od punktu siedzenia. Będąc młodą mamą doszłam do mistrzostwa w lawirowaniu wózkiem między cuchnącymi plackami na warszawskim Ursynowie, z trudem powstrzymując się przed pójściem w ślady Adasia Miarczyńskiego, czyli wyprowadzeniu dziecka na świeżo przystrzyżoną rabatę; podczas załatwienia potrzeby przez pupila łypnąć okiem w otchłań niebios, po czym, ot tak, pójść dalej (ech, zabrakło odwagi…). Teraz targa mną sprzeczność – po pierwsze mieszkam w Niemczech, gdzie kupy nie są tak powszechnym elementem miejskiego pejzażu, dzieci podrosły, a do tego stałam się szczęśliwą posiadaczką fenomenu zwanego kotem.

Z tym większym zainteresowaniem weszłam na stronę rozgłośni, która podała ten sensacyjny news autorstwa radnych jednej z bońskich dzielnic, by prześledzić komentarze słuchaczy. Niemcy zaprezentowali godzący w stereotyp sztywnego Niemca fechtunek dowcipu podszytego goryczą: domagam się opodatkowania królików, myszy i chomików – zażądała internautka (Nick: Melanie Fieb) – i radzi pójście na całość – „wprowadźmy podatek od złej pogody, od dobrej pogody, od wiosny, lata, jesieni, podatek od dobrego nastroju. Co z nietoperzami? Czy grozi mi kara za nielegalne zezwolenie na mieszkanie pod moją strzechą? A co z kuną, która wcina moje auto?”. A propos – kuna – niby obca i dzika, a jednak codziennie wystawiam mojej samozwańczej podopiecznej bufet doskonałych w smaku przewodów elektrycznych naszej starej, wysłużonej Almery. Kuna – cała moja!

Kpić można oczywiście do rozpuku, jednak tego typu pomysł to sygnał, że w gminnych kasach robi się przeciąg. Angela Merkel zajęta jest ratowaniem budżetu Unii Europejskiej, tymczasem niecodzienne pomysły ratowania lokalnych finansów autorstwa niemieckich włodarzy miejskich nie należą do rzadkości: chociażby inicjatywa burmistrza Niederzimmern w Turyngii, sprzedającego dziury w asfalcie. Bonn, jak widać na załączonym przykładzie, to lider w podatkowych eksperymentach. Niedawno głośno było o sprawie zainstalowania seksomatów – rodzaju parkomatów, w których pracujące na ulicy prostytutki mają kupować warty 6 euro bilet, uprawniający je do ‘postoju' całą noc na ulicy. Miasto liczy na przychody w wysokości trzystu tysięcy euro rocznie.

Wracając do istoty podatku: jeżeli płacę za posiadanie kota, i nie mam za to, tzn. kot nie ma za to, świadczenia ekwiwalentnego, to żaden to podatek, a forma kary. Kara za moją, jakże ślepą miłość do zwierzaka, który na moje oko ostro 'macza pazury' w dobrobycie kilku branż! Wniosek – Utrzymuję miauczącego lobbystę przemysłu weterynaryjnego i producentów kocich pasz, twórcę tysięcy miejsc pracy i sporych wpływów podatkowych do budżetu, także lokalnego!

A wracając do dyskusji na forum internetowym: Podatek od kompetencji politycznych posłów i radnych – proponuje jeden z internautów – oddajmy głos na autora najbardziej kretyńskich apelacji, a następnie opodatkujmy tych, którzy będą przodować w rankingu! Całkiem ciekawa propozycja, szczególnie w obliczu toczącej się właśnie kampanii wyborczej w Polsce.

Blogowała: Agnieszka Rycicka

* do użytkowników portalu onet.pl: wytłuszczone frazy w tekście zawierają linki do artykułów DW, poszerzających temat

red. odp. Bartosz Dudek

 

Opinie przedstawiane na blogu Redakcji Polskiej DW są opiniami ich autorów, które niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko DW i Redakcji.