1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW
PolitykaWęgry

Wybory na Węgrzech. „Obojętnie, co przyniosą, to szansa”

9 kwietnia 2026

Nawet jeśli Orbán utrzyma władzę, wynik wyborów będzie nie tylko wyzwaniem, ale także szansą dla Węgier i Europy – twierdzi Petra Thorbrietz.

Wybory na Węgrzech już w ten weekend, na zdjęciu: Viktor Orbán, Péter Magyar
Wybory na Węgrzech już w ten weekend, na zdjęciu: Viktor Orbán, Péter Magyar Zdjęcie: DW

Wybory do węgierskiego Zgromadzenia Narodowego odbędą się 12 kwietnia. Węgrzy wybiorą 199 deputowanych (106 w okręgach jednomandatowych, 93 z ogólnokrajowych list partyjnych).

Sondaże od miesięcy wskazują na wzrost poparcia dla opozycyjnej partii TISZA – według ostatnich ma ona szansę nawet na dwie trzecie głosów. Jeśli wygra opozycja, Viktor Orbán odda władzę po 16 latach nieprzerwanych rządów, które zmieniły Węgry z demokracji w – co stwierdził  m.in. Parlament Europejski – kraj o ustroju hybrydowym. Co możliwa zmiana oznacza dla Węgier i Europy? DW rozmawia o tym z Petrą Thorbrietz*, niemiecką dziennikarką, znawczynią Węgier i autorką książki o tym kraju.

DW: Jak Pani trafiła na Węgry i jak to się stało, że Węgry są dla Pani tak ważne?

Petra Thorbrietz: – Mam w Austrii bardzo dobrych przyjaciół i właściwie od zawsze bywałam w Wiedniu. Właśnie tam poznałam Węgra, z którym się zaprzyjaźniłam. On uciekł z Węgier w 1965 roku, bo odmówił służby wojskowej i miał pójść do więzienia. Został ułaskawiony, gdy w połowie lat 80. przyszła głasnost. Wtedy po raz pierwszy od czasu ucieczki zdecydował się pojechać na Węgry. A ja mu towarzyszyłam w tej podróży.

Niemiecka dziennikarka Petra Thorbrietz przez wiele lat mieszkała na WęgrzechZdjęcie: Aureliusz M. Pędziwol/DW

Powstał z tego szereg projektów filmowych, koprodukcji austriackiej telewizji ORF i węgierskiej MTV. To właśnie tam poznałam mojego przyszłego męża, który był wtedy kierownikiem produkcji. Byliśmy małżeństwem przez 15 lat, aż do jego śmierci. Na naszym ślubie nie wiedziałam jeszcze, kiedy mam powiedzieć „igen” (tak), ponieważ tak słabo znałam węgierski.

Ale teraz już by Pani wiedziała?

– Teraz mówię dobrze po węgiersku. Ale nie umiem dobrze czytać.

Zna Pani Węgry, którymi od 16 lat rządzi Viktor Orbán. Oczekuje się, że te wybory mogą przynieść przełom. Pani też tak uważa?

– Z pewnością przyniosą ogromne zmiany, a myślę, że będzie to również przełom dla całej Europy. Na Zachodzie jeszcze nie wszyscy to dobrze rozumieją. Dla Wschodu, dla Rosjan, Węgry są dziś bramą do Unii Europejskiej. A dla prawicy Viktor Orbán jest wzorem sukcesu. Gubernator Florydy Ron DeSantis wzorował na Orbánie całą swoją politykę anty-LGBT – sam to podkreśla.

Opozycyjna partia TISZA Pétera Magyara ma teraz w sondażach znaczną przewagę nad Fideszem premiera Orbána – według niektórych sondaży ponad 20 punktów. Jednak węgierski system wyborczy jest bardzo skomplikowany. Czy może się zdarzyć, że TISZA nie uzyska większości?

– Za rządów Orbána ordynacja wyborcza została nastawiano tak, żeby nie było możliwości tworzenia koalicji z mniejszymi partiami, bo to uznano za czynnik destabilizujący. W ten sposób nowa ordynacja wyborcza wzmocniła partię, która i tak już była najsilniejsza. Orbán, który od 16 lat dysponuje większością dwóch trzecich mandatów, przepisał ordynację wyborczą ponad 30 razy, konstytucję zmienił zaś 15 razy.

Na Węgrzech, podobnie jak w USA, stosuje się gerrymandering: granice okręgów wyborczych są dopasowywane do poglądów politycznych ich mieszkańców, żeby zapewnić rządowi większość głosów. Ordynacja wyborcza łączy system proporcjonalny i większościowy. Może się więc zdarzyć, że w wyborach proporcjonalnych ogromną przewagę osiągnie Péter Magyar, ale Viktor Orbán zdobędzie więcej mandatów dzięki okręgom wyborczym, w których wystarczy zwykła większość. Zdobyte procenty głosów nie dają się bezpośrednio przeliczyć na liczbę mandatów w parlamencie.

Dlaczego właśnie na prowincji Fidesz jest tak mocny?

– Prowincja jest bardziej konserwatywna i katolicka. Ludzie mają tam kontakt tylko z mediami rządowymi i przywiązują dużą wagę do tradycji. To, co obce, zazwyczaj odrzucają. Miasta zaś należą raczej do opozycji. Widać to było również w ubiegłym roku, kiedy miał być wprowadzony zakaz LGBT. W paradzie równości w Budapeszcie wzięło udział prawie 300 tys. osób, które radośnie machały do kamer monitoringu i nie okazywały strachu mimo grożących im wysokich mandatów.

Wybory to nie tylko samo głosowanie. Na co jeszcze trzeba zwrócić uwagę?

– Na nieustanną antyunijną i antyukraińską propagandę partii Fidesz prowadzoną za ogromne pieniądze, także podatników, na wielkich billboardach, w bliskiej rządowi telewizji i na platformach społecznościowych, wspieraną pseudosondażami. Ogromnie wzrosła też liczba fejków. Z pomocą sztucznej inteligencji liderowi opozycji Péterowi Magyarowi wkłada się w usta nieprawdziwe wypowiedzi, a byłemu ukraińskiemu generałowi – rzekome groźby pod adresem Orbána. Podejrzewa się, że za tymi deepfejkami stoi Rosja.

Co jeszcze może robić Rosja?

– Może też wywierać wpływ poprzez tłumaczkę Władimira Putina, która z ramienia OBWE ma sprawdzać, czy w procesie wyborczym nie dochodzi do uchybień. To spotkało się oczywiście z protestami, ale OBWE oświadczyła, że gwarantuje niezależność swojej komisji, w skład której wchodzą jeszcze Białorusinka i Słowaczka, obie z krajów przychylnych Orbánowi.

Petra Thorbrietz zwraca uwagę na rosyjską ingerencję w kampanię na WęgrzechZdjęcie: Aureliusz M. Pędziwol/DW

Ponadto do głosowania uprawnieni są też Węgrzy z zagranicy. A na przykład w Rumunii, jak ustaliła węgierska gazeta „Magyar Hang”, można kupić puste karty do głosowania i wypełnić je w imieniu zmarłych. Głosuje tam około 300 tys. etnicznych Węgrów. To liczba, która może znacząco wpłynąć na wynik wyborów.

Zobaczymy. Miejmy nadzieję, że będzie więcej obserwatorów.

– Spodziewany jest przyjazd nawet 400 międzynarodowych obserwatorów. Rozmawiałam niedawno z niemieckim europosłem z frakcji Zielonych Danielem Freundem. Mówił, że w Parlamencie Europejskim po raz pierwszy rozważano wysłanie obserwatorów wyborczych do jednego z krajów członkowskich. Nie chciała tego jednak TISZA obawiająca się, że Orbán mógłby to wykorzystać, twierdząc, że „Bruksela nami steruje”.

I tak wracamy do Pétera Magyara. Kto to taki? Podobno przejęcie przez niego władzy wcale nie musi przynieść tak wielkiej zmiany, na jaką czeka Zachód. Dla mnie takim sygnałem ostrzegawczym jest fakt, że o Słowacji zawsze mówi Felvidék.

– Felvidék to zamieszkana przez Węgrów część południowej Słowacji. Żyje tam nadal około 450 tys. Węgrów, których język objęty jest ochroną mniejszości. Dlaczego Magyar miałby określać ten region jako słowacki? Nie dostrzegłam żadnych oznak, żeby zamierzał przyłączyć Felvidék do Węgier, tak jak Orbán zawsze retorycznie sugeruje, że Erdély, czyli Siedmiogród lub Transylwania, to miałyby być Węgry, a nie Rumunia.

Ma Pani na myśli czas przed traktatem z Trianon, który po I wojnie światowej pozbawił Węgry dwóch trzecich ich dawnego terytorium?

– Tak. Co roku w Tusványos w Siedmiogrodzie odbywa się słynny piknik polityczny, podczas którego Orbán wygłasza przemówienie programowe i niemal zawsze wyszydza prezydenta Rumunii. Péter Magyar zapewnił, że czuje się też odpowiedzialny za Węgrów po drugiej stronie granic. Ale on istnienia tych granic nie kwestionuje. Pochodzi z prawniczej dynastii i określa się jako zagorzały zwolennik państwa prawa. Konflikty etniczne starałby się rozwiązywać w ramach prawa unijnego.

Wróćmy do węgierskich wyborów. Bój o władzę stoczą Fidesz i TISZA. Czy oprócz nich są jeszcze inne liczące się partie?

– Socjaliści się wycofali. Znikome szanse ma socjalliberalna Koalicja Demokratyczna, podobnie jak partie zielonych. Do parlamentu może wejść Mi Hazánk Mozgalom, Ruch Naszej Ojczyzny. Oni mają około 5 procent. Ich wejście w koalicję z Fideszem jest jednak wątpliwe. Mogliby natomiast być silną opozycją wobec osłabionego Fideszu.

A z kim mógłby sprzymierzyć się Péter Magyar?

– On nie wejdzie w żadną koalicję. Starej opozycji zarzuca się, że niejednokrotnie dawała się kupować partii rządzącej, o tym trzeba wiedzieć. Zachowywała pozory demokracji, ale nie zagrażała rządom Orbána.
Na razie główni rywale idą łeb w łeb i nie da się przewidzieć wyniku ich zmagań, ale to może być nawet większość dwóch trzecich. Magyar mógłby też rządzić ze zwykłą większością, ale wówczas musiałby się liczyć z blokadą swoich działań na kluczowych obszarach polityki. Fidesz zadbał o to tak, że uchwalanie wielu ustaw wymaga uzyskania większości dwóch trzecich.

TISZA nie ma nikogo, kto mógłby być jej partnerem?

– Tylko nielicznych posłów, jak Ákos Hadházy, łowca łapówkarzy, który wcześniej należał do Fideszu. Kiedy jednak zdał sobie sprawę z rozmiarów korupcji, przeszedł do Zielonych. Teraz jest posłem niezależnym. Ma silne i lojalne poparcie wyborców. Prawdopodobnie wejdzie do parlamentu.

Na co powinniśmy się więc przygotować po 12 kwietnia?

– Obojętnie, co te wybory przyniosą, będzie to szansa – zarówno dla Węgier, jak i dla Europy. Obudzona na Węgrzech gotowość do zmian nie da się już tak łatwo stłumić, nawet jeśli Orbán ponownie dojdzie do władzy.
Unia Europejska musi zaś wyciągnąć wnioski z błędów popełnionych wobec Węgier – niezależnie od tego, kto będzie teraz premierem. Prawo weta musi być zmienione, trzeba zapewnić szybsze odbieranie prawa głosu, lepiej kontrolować sposób wykorzystywania dotacji, musi powrócić wolność prasy. Ważne jest również przeciwdziałanie dalszemu pogarszaniu się prawa w szeregu państw członkowskich.

Szef Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa: „Orban jest klaunem, a my mu na to pozwalamy“.

00:38

This browser does not support the video element.

Na koniec inne pytanie. Pani przedstawiła tu dziś swoją nową książkę. O czym?

– Właściwie miało to być wyznanie miłości do Węgier. Chciałam też odpowiedzieć moim znajomym, którzy wciąż mnie pytają, jak to możliwe, że tak mili ludzie głosują na Viktora Orbána, a kraj zmierza w tak strasznym kierunku. W związku z tym zgłębiłam tło historyczne, ale też wielokrotnie wplatałam sceny, które pokazują obrazy z życia na Węgrzech. Na przykład stłumioną debatę o tym, co znaczy być Żydem na Węgrzech czy problemy w szpitalach.

*Niemiecka pisarka i dziennikarka Petra Thorbrietz (urodzona w 1954 roku w Monachium) mówi o sobie, że jest „dzieckiem zimnej wojny”. Miała krewnych w NRD, w wieku pięciu lat wyjechała do Berlina Zachodniego, „gdy powstawał mur” i „wraz z murem” dorastała. Pracowała na uniwersytecie w Monachium, a potem jako niezależna dziennikarka dla różnych redakcji w Niemczech („Natur”, „Wochenpost”, „Geo”, „Focus”), Austrii (ORF) i na Węgrzech (MTV). Równolegle wykładała na uniwersytetach w Wiedniu, Grazu i Lipsku. W latach 90. pracowała w hamburskiej gazecie „Die Woche”, której była współzałożycielką. Obecnie znów mieszka w Monachium.