Z katolikiem po katolicku
14 sierpnia 2010
Języki obce. Warto je znać, ale nic po certyfikatach, gdy język miesiącami, ba – latami - leży ugorem. Czy w Polsce dogadam się po katolicku? Zdałam sobie sprawę, że mój katolicki pozostawia wiele do życzenia. Wstyd, bo jestem katoliczką, do tego praktykująca. Pocieszam się: to nie tylko moje zaniedbania, a katolicki to 'pluralizm narzeczy i dialektów', rozumianych czasami tylko w wąskim gronie. Niezrozumiały nawet z tak bliskiej odległości, jak szerokość kordonu policyjnego na Krakowskim Przedmieściu. A po obu stronach, jak okiem sięgnął - katolicy. Dogadają się - podpowiada rozsądek poparty statystką. Nie pomagają tuby nagłaśniające, potrzebny tłumacz. Ba – sztab tłumaczy, ale chętnych do tego zadania brak. W Bogatyni katolicy wołają o pomoc – kto rozumie wykrzykiwany w przestrzeń żal. „Wielka tragedia” – wzdychają ci daleko w Warszawie i biegną pod krzyż. Bo tam destylat katolicyzmu. Nie, nie mam na myśli nieszczęsnego krzyża, którego mi żal, ale zbiorowisko pod nim. I jak tłumaczyć światu to, co się dzieje w Polsce, skoro świat, wprawdzie oszczędnie, ale sam sobie wyjaśnia to tak: Przedstawienie, wieloaktówka, moralitet pod tytułem "O tym, jak się Kościół polski zinstrumentalizował". Treść: Oświecony naród polski walczy z przebiegłymi liberałami, w roli rabusia tronu - Bronisław Komorowski. Uspokajam tych, którzy twierdzą, że Polska się ośmiesza. To wydarzenie nie wzbudza przesadnego zainteresowania Zachodu. Tym bardziej nie podnosi wystarczająco wysokiego już poziomu kpin z Polaków. Łatka „katolika – złodzieja” to niewygodny kaftan, w którym meczą się zarówno prawi katolicy jak i złodzieje.
Brońmy krzyży św. Andrzeja
Trzydziesto- czterdziestolatkowie odchodzą od współczesnego kościoła. Gorzej, myślę, że nigdy nie czuli się jego tkanką. Taki nowotwór bez diagnozy. Takim nowotworem czuję się ja – mieszkanka zlaicyzowanego zachodu, chodząca w niedzielę do kościoła. Moi przyjaciele w Warszawie - do supermarketu. Tam w końcu też jest krzyż. Nie przeraża, nie prowokuje - do jego wszechobecności przyzwyczaili się już wszyscy. Urzędy, szkoły, dworce. Wszędzie. „Obcą tkanką” są także dwaj młodzi mężczyźni, których - oglądając z wypiekami 'happening warszawski' - wychwyciłam nie tylko ja, ale wiele agencji informacyjnych w Europie: obrońcy krzyży św. Andrzeja. Wyławiani z tłumu niemal przez wszystkie ekipy telewizyjne koczujące pod pałacem. Nie dali się zaszufladkować dziennikarzom, którzy odcięci pancernymi barykadami od „jądra” na siłę szukali wyraziście zajadłych antymanifestantów. „Jesteśmy obrońcami krzyży św. Andrzeja, niszczonych przez zbieraczy złomu. Przez ich głupotę na niestrzeżonych przejazdach kolejowych giną ludzie”- powtarzali swoją mantrę grzeczni panowie. Tak, przyznam szczerze – obrona krzyży św. Andrzeja to dla mnie przełomowy postulat ostatnich dni. Ale panów od św. Andrzeja wrzucam do worka z mniejszościami religijnymi, które nie wychylą się z pomysłami wprowadzenia własnej symboliki do polskiej przestrzeni publicznej, jak tak robią to muzułmanie w Niemczech czy Stanach.
To nie wojna między cywilizacjami…
W łowieniu cienia informacji komentatorów zagranicznych na temat sytuacji w Polsce, podczas przygotowywania kolacji wyostrzyłam ucho na słowa, które dochodziły z odbiornika w pokoju obok, nastawionego na zagraniczne fale. Damski głos mówił zaangażowanie:
(…) „starcie, którego jesteśmy świadkam,i to nie stracie między religiami, czy starcie pomiędzy cywilizacjami. To starcie między dwoma przeciwstawnymi erami.(…) między mentalnością średniowiecza, a reprezentującą XXI wiek. To starcie między cywilizacją a zacofaniem, między tym, co cywilizowane a prymitywne, między barbarzyństwem a racjonalizmem”.
Dokończyłam krojenie pomidora i ostrożnie odłożyłam nóż, nasłuchując dalej: „To starcie między wolnością a uciskiem, demokracją a dyktaturą. Między wolnością a gwałtem”. Otrząsam się z napuszonej zadumy i wbiegam do pokoju na słowach „Cywilizacje się nie wykluczają. One się uzupełniają”. Dobre! Nareszcie interesujący komentarz do „wojny polsko – polskiej”. Chwilę później poczułam się głupio. Ja - mała dyletantka. To Walfa Sultan, arabsko-amerykańska psycholog, ateistka, komentuje tło brutalnego mordu na lekarzach, domniemanych misjonarzach (bo stała za nimi chrześcijańska organizacja IAM), który to kilka dni temu dokonali afgańscy talibowie. Myślę, że zamordowanym należałoby postawić krzyż. Wierzę, że taki powstanie, że znajdzie się dla niego miejsce. Wyraz pamięci całej chrześcijańskiej Europy.dla ich pełnego poświęcenia życia i męczeńskiej śmierci.
Gdzieś pod skrzydłem zamajaczył mi się napis: Lech Walesa Airoport. Wtedy przypomniałam sobie o Wałęsie, który był przeciwny pochowaniu prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu. „Nie podoba mi się pomysł, ale taką decyzję podjęły władze Kościoła, do którego należę. Ja, jako katolik, przyjmuję tę decyzję z wielką pokorą” – powiedział wówczas Wałęsa.
blogowała: Agnieszka Rycicka
red.odp. A. Jarecka