Zatruli się w Turcji na wakacjach. Ruszył proces
21 kwietnia 2026
W Stambule rozpoczął się we wtorek, 21 kwietnia, proces w sprawie śmierci czteroosobowej rodziny z Hamburga. Rodzice i ich dwoje małych dzieci zmarli podczas wakacji w Turcji – według aktu oskarżenia z powodu zatrucia środkiem owadobójczym używanym w hotelu. Przed sądem stoi sześciu oskarżonych – w tym właściciel hotelu, w którym zatrzymała się rodzina, oraz szef firmy zajmującej się zwalczaniem szkodników. Grożą im kary do ponad 22 lat więzienia.
Jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy głos zabrali bliscy zmarłych. Matka zmarłego mężczyzny powiedziała płacząc, że jej rodzina nigdy by tam nie pojechała, gdyby wiedziała, że w hotelu, w którym spędzali wakacje, stosowane są pestycydy. Ojciec i brat mężczyzny domagali się najwyższej możliwej kary. Brat zmarłego opowiadał, że nieraz budzi się w nocy i przypomina sobie, że jego rodziny już nie ma, dostaje wtedy ataków paniki.
Hamburska rodzina trafiła do szpitala podczas wakacji w Stambule w listopadzie 2025 roku, początkowo z podejrzeniem zatrucia pokarmowego. Najpierw zmarła 27-letnia matka oraz dzieci w wieku trzech i pięciu lat. Po kilku dniach na oddziale intensywnej terapii zmarł także 38-letni ojciec rodziny.
W późniejszej ekspertyzie stwierdzono zatrucie fosforkiem glinu – szkodliwym środkiem owadobójczym.
Kto odpowiada za tragedię?
Przede wszystkim bliskich ofiar, a także wiele osób obecnych na sali sądowej w pierwszy dzień procesu dręczyło pytanie: kto jest odpowiedzialny za tę tragedię?
Prokuratura zarzuca oskarżonym świadome, ale nieumyślne spowodowanie śmierci i domaga się – według państwowej agencji informacyjnej Anadolu – kary od dwóch lat i ośmiu miesięcy do 22 lat i pięciu miesięcy pozbawienia wolności.
Oskarżeni wzajemnie obarczali się odpowiedzialnością. Właściciel hotelu był poruszony śmiercią rodziny, jednak przed sądem odrzucił winę za śmierć gości hotelowych. Co prawda zlecił komuś zwalczanie szkodników w jednym z pokoi, ale nie był zobowiązany do sprawdzenia, czy firma, którą zatrudnił, posiadała ważne certyfikaty – tłumaczył.
Właściciel hotelu powiedział również, że polecił swoim pracownikom, aby nie wpuszczali nikogo do pokoju, w którym zastosowano środek. Nie wiedział nic o stanie i zagrożeniach związanych z kanałami wentylacyjnymi hotelu.
Adwokat i przyjaciel rodziny, Yasar Balci, powiedział wcześniej niemieckiej agencji prasowej DPA, że trujący gaz mógł przedostać się do pokoju przez szyb wentylacyjny. Później sam wszedł do pokoju i zabrał rzeczy osobiste rodziny. – Kupili sukienkę księżniczki dla córki i koszulkę (klubu sportowego) Galatasaray dla syna – powiedział wzruszony.
Naruszenie przepisów
Również szef firmy zajmującej się zwalczaniem szkodników, który wraz z synem i zatrudnionym pracownikiem został postawiony w stan oskarżenia, zaprzecza zarzutom. Firma była zarejestrowana w urzędzie skarbowym jako firma sprzątająca, a organy państwowe tego nie sprawdziły.
Pracownik, który udał się do hotelu, by wyeliminować szkodniki, oświadczył, że został zatrudniony jako sprzątacz – bez certyfikatu. Sam był chroniony jedynie maską przeciwpyłową. Zaprzecza, jakoby użył fosforku glinu. Gdyby wiedział, że używane środki są trujące, nie użyłby ich – powiedział oskarżony pracownik.
Według ekspertyzy medyczno-sądowej w pokoju hotelowym rodziny wykryto toksyczny gaz fosfinę – podała agencja informacyjna Anadolu. Może on powodować u ludzi między innymi zaburzenia czynności wątroby i nerek, a wdychanie go może zagrażać życiu. Nie jest jasne, w jaki sposób firma zajmująca się zwalczaniem szkodników zdobyła chemikalia, które według zeznań pracownika były często stosowane.
W sądzie adwokatka oskarżonych domagała się natomiast dodatkowych dowodów w postaci badań laboratoryjnych, a nie tylko jednej ekspertyzy. Wątpliwe jest – jak mówiła – czy rzeczywiście gaz był przyczyną śmierci.
Sędzia: „Rzeczywistość kończy się w sądzie”
Wyrazy współczucia ze strony oskarżonych nie przekonały brata zmarłego mężczyzny z Hamburga. – Próbowali ratować się wymówkami – powiedział brat agencji DPA podczas przerwy w procesie.
Syn właściciela firmy zajmującej się zwalczaniem szkodników powiedział podczas rozprawy, że nikt nigdy nie pytał o certyfikat, w przeciwnym razie powiedziałby prawdę – że go nie ma. Próbował wyjaśnić, że w rzeczywistości biznes działa inaczej, na co sędzia odparł, że „wtedy rzeczywistość kończy się w sądzie”.
Nielegalne stosowanie środków chemicznych, brak kontroli w branży i niedostateczne wyszkolenie pracowników to problem, który nie ogranicza się tylko do tej sprawy. Jak pokazują inne przypadki, niewłaściwe obchodzenie się ze środkami do zwalczania szkodników doprowadziło już w innych miejscach w Turcji do poważnych chorób i zgonów.
(DPA/dom)
Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!